Wełnianych przygód część kolejna i na razie ostatnia. Obiecuję więcej nie straszyć wiosny.
W angielskiej terminologii splot, którego użyłam nazywa się "block twill" lub "turned twill". A po polsku? Skośny kostkowy? Nie mam pewności.
Jeden blok (kostka?) w twillu wymaga czterech nicielnic, więc mając ośmionicielnicowe krosna, mogłam zaprojektować jedynie 2-blokowy wzór.
Pstre mi te szaliki wyszły, ale ja lubię jak jest pstro :-).
Przędza to mieszanka wełny i alpaki (Drops Lima), dość gruba (180 m/100 g) i trochę gryząca.
Tak wygląda jeden z moich rysunków tkackich. Brakuje mu uroku symetrii, do której turned twill jest stworzony, ale nic to. Postaram się, żeby w następnych blokach, bez względu na splot, było więcej harmonii.
Rysunki trochę się różnią (zrzuty pochodzą z dwóch różnych programów i nie udało mi się tak poodwracać obrazków, żeby były identyczne) - w kierunku przewleczenia i w wiązaniu podnóżków, nie ma to jednak większego znaczenia dla ostatecznego efektu.
To na razie wystarczy tego zimowego tkania, co? ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twill weave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twill weave. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
niedziela, 4 stycznia 2015
Echooo! Echo, echo, echo...
Jakiś czas temu zamarzyło mi się użyć jedwabiu. Ostatecznie czystego jedwabiu nie nabyłam, bo górę wziął zdrowy rozsądek - na realizację takich kaprysów przyjdzie jeszcze czas :-). Zaopatrzyłam się w mieszankę alpaki i jedwabiu marek Malabrigo i Drops.
Jakiś czas temu zamarzyło mi się również utkać coś efektownym splotem zwanym echo. Co wynikło z połączenia tych dwóch marzeń? Szalik wyszedł.
Niestety nie jestem do końca z tego eksperymentu zadowolona. Powinnam była użyć wątku w innym kolorze (lub w ogóle kombinacji innych kolorów), żeby walory tej struktury były lepiej widoczne. Mój wątek był popielaty i nie kontrastował właściwie z osnową, na którą składały się dwa kolory: kremowo-szary i żółto-musztardowy. Również wzór wymaga pewnych modyfikacji. No i przydałoby się więcej nicielnic...
Nie mam doświadczenia z przędzami z włókien zwierzęcych i pewnym novum była dla mnie elastyczność nici, co sprawiało mi trochę problemów przy snuciu. Przywykłam do mniej rozciągliwych włóczek. Podczas samego tkania nie odczuwałam już jakichś różnic między tą przędzą a np. bawełną.
Kłopoty sprawiały mi brzegi - nijak nie chciały być równe i ładne. Przyczyny upatruję w dwóch źródłach: jedno to struktura splotu. Zwróćcie uwagę, że wątek przebiega pod ostatnią nitką osnowy od jednego do nawet do pięciu razy pod rząd. Podejrzewam, że ta nieregularność to jedna z przyczyn (to samo zjawisko wystąpiło podczas tkania tego szalika, jednak jest mniej zauważalne ze względu na to, że nić była tam bardzo cienka). Pozostało trenować, trenować, ewentualnie szukać rozwiązania w innym przewlekaniu na brzegach. A druga przyczyna to moja kompromitacja. Jeden z brzegów był ewidentnie nieposłuszny, nieważne jak bardzo bym się nie starała go opanować. I co? Ano pod koniec tkania zorientowałam się, że obciążyłam nie floating selvadge, a drugą nitkę (czyli pierwszą nitkę osnowy). Niewiarygodne, prawda? ;-).
Wszystkiego dobrego w nowym roku. Sobie i innym życzę jak najmniej takich błędów :-).
Jakiś czas temu zamarzyło mi się również utkać coś efektownym splotem zwanym echo. Co wynikło z połączenia tych dwóch marzeń? Szalik wyszedł.
Niestety nie jestem do końca z tego eksperymentu zadowolona. Powinnam była użyć wątku w innym kolorze (lub w ogóle kombinacji innych kolorów), żeby walory tej struktury były lepiej widoczne. Mój wątek był popielaty i nie kontrastował właściwie z osnową, na którą składały się dwa kolory: kremowo-szary i żółto-musztardowy. Również wzór wymaga pewnych modyfikacji. No i przydałoby się więcej nicielnic...
Nie mam doświadczenia z przędzami z włókien zwierzęcych i pewnym novum była dla mnie elastyczność nici, co sprawiało mi trochę problemów przy snuciu. Przywykłam do mniej rozciągliwych włóczek. Podczas samego tkania nie odczuwałam już jakichś różnic między tą przędzą a np. bawełną.
Kłopoty sprawiały mi brzegi - nijak nie chciały być równe i ładne. Przyczyny upatruję w dwóch źródłach: jedno to struktura splotu. Zwróćcie uwagę, że wątek przebiega pod ostatnią nitką osnowy od jednego do nawet do pięciu razy pod rząd. Podejrzewam, że ta nieregularność to jedna z przyczyn (to samo zjawisko wystąpiło podczas tkania tego szalika, jednak jest mniej zauważalne ze względu na to, że nić była tam bardzo cienka). Pozostało trenować, trenować, ewentualnie szukać rozwiązania w innym przewlekaniu na brzegach. A druga przyczyna to moja kompromitacja. Jeden z brzegów był ewidentnie nieposłuszny, nieważne jak bardzo bym się nie starała go opanować. I co? Ano pod koniec tkania zorientowałam się, że obciążyłam nie floating selvadge, a drugą nitkę (czyli pierwszą nitkę osnowy). Niewiarygodne, prawda? ;-).
Wszystkiego dobrego w nowym roku. Sobie i innym życzę jak najmniej takich błędów :-).
czwartek, 18 grudnia 2014
Jesiennie
Ostatnio cieplej jakby, pogoda nam przypomniała, że to jeszcze przecież nie zima. W jesiennym zatem klimacie prezentujemy efekty letniego tkania. Ni to otulacz, ni to narzutka, akurat na ostatnie ciepłe jesienne dni.
Bawełna, splot skośno-krzyżowy. Kolory użytych wątków: fioletowy, czarny i czerwony, który nie doczekał się "studyjnego" zdjęcia ;-).
Otrzymałam "cynk", że wdzianko (jak je zwał, tak zwał) się podoba i spisuje jak należy - czyż tkacz może mieć większą satysfakcję?
Bawełna, splot skośno-krzyżowy. Kolory użytych wątków: fioletowy, czarny i czerwony, który nie doczekał się "studyjnego" zdjęcia ;-).
Otrzymałam "cynk", że wdzianko (jak je zwał, tak zwał) się podoba i spisuje jak należy - czyż tkacz może mieć większą satysfakcję?
sobota, 1 listopada 2014
I znowu dywaniki
Oto ostatnie dwa dywaniki, utkane na tej samej osnowie, co dywaniki z poprzedniego posta.
Na osnowę użyłam niezbyt grubego, podwójnego lnu. Sprawował się znakomicie, żałuję, że nie mam dostępu do większej jego ilości.
Rozstajemy się teraz na jakiś czas ze szmaciakami, bo czyż nie mówiłam, że stęskniłam się za czymś delikatniejszym? Na horyzoncie widzę len...
Na osnowę użyłam niezbyt grubego, podwójnego lnu. Sprawował się znakomicie, żałuję, że nie mam dostępu do większej jego ilości.
Rozstajemy się teraz na jakiś czas ze szmaciakami, bo czyż nie mówiłam, że stęskniłam się za czymś delikatniejszym? Na horyzoncie widzę len...
środa, 1 października 2014
Dywaniki, dywaniki
Wróciłam ostatnimi czasy do tkania chodniczków. Tak prezentują się rezultaty.
Teraz dobrze będzie ubrać krosno w coś delikatniejszego. Stęskniłam się za śmigającym czółenkiem.
A co znalazłam pomiędzy zdjęciami? Nie, nie był to dywanik, nie był to też dinozaur ;-)
Teraz dobrze będzie ubrać krosno w coś delikatniejszego. Stęskniłam się za śmigającym czółenkiem.
A co znalazłam pomiędzy zdjęciami? Nie, nie był to dywanik, nie był to też dinozaur ;-)
![]() |
| Bezsporny dowód na to, ze Asystentka nauczyła się obsługiwać aparat fotograficzny, co - mam nadzieję - nie skończy się dla niego tragicznie |
Etykiety:
dywaniki,
moje tkaniny,
plain weave,
rag rugs,
splot płócienny,
splot skośny,
splot skośny wątkowy,
szmaciaki,
twill weave,
weft faced twill weave
poniedziałek, 29 września 2014
Z życia tkacza
Tak, to nie żart, życie tkacza wcale nie zamarło wbrew wszelkim pozorom. Pora to udowodnić i zdać Przemiłym Czytelnikom relację z minionych miesięcy.
1. Mam kontrmarsz. Mam go już całkiem, całkiem długo - zdążyliśmy się nieźle zapoznać i nauczyliśmy się ze sobą współpracować. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo odczuję przejście z systemu counterbalance na countermarche. Jestem zachwycona pracą krosna. Wszystkie elementy są oczywiście DIBYD, czyli wykonał je Nadworny Inżynier. Zadanie miał ułatwione, bo korzystał z doskonałego rysunku technicznego Maliz (vielen dank, Maliz!). Początkowo do powiązania wszystkiego co powiązać należy wykorzystałam sprawdzony i zaprezentowany przez Beatę sposób fiński wiązania sznurków, który niniejszym gorąco zachwalam, a w każdym razie zachwalam go tym, którzy używają do czterech nicielnic. Ja wymiękłam dopiero przy ośmiu nicielnicach - poprawianie przez cały dzień kilkudziesięciu supełków z lnianego sznurka, który obciera skórę z palców, a człowiek nie bardzo jeszcze wie co i po co właściwie robi, to nie jest fajna zabawa. Odżałowałam, zainwestowałam w szpulkę Texsolv'a. Życie nabrało jaśniejszych barw ;-)
2. Mam osiem nicielnic :-). Na razie udało mi się ich użyć do jednego zaledwie projektu. To miała być próbka, a wyszedł szalik. Splot skośny zwany "fancy".
3. Moja biblioteczka wzbogaciła się o pozycję "Color and Texture in Weaving. 150 Contemporary Designs" Margo Selby. Książka jest pięknie wydana, pięknie ilustrowana i pełna pięknych projektów. Autorka może być Wam znana z tkackiego odcinka serii "Mastercrafts".
4. Kilka dni temu na zaproszenie Agnieszki Jackowiak wzięłam udział w IX Weekendzie z Historią w Poznaniu. Hasło tkackiej części Weekendu brzmiało "Na szlaku kupców - sukno. Pokazy i warsztaty". Dowiozłam Julię i oddałam ją pod troskliwą opiekę Alicji, ja zajęłam się stanowiskiem wyposażonym w trzy osnute "Harfy". Parę zdjęć z imprezy: link. A tu galeria zdjęć zrobionych przez Agnieszkę: link.
Zobowiązałam się publicznie podziękować Szanownemu Małżonkowi za pomoc, co niniejszym czynię :-)
5. A co tam w międzyczasie udało się utkać objawię Przemiłym Czytelnikom w najbliższym czasie :-).
1. Mam kontrmarsz. Mam go już całkiem, całkiem długo - zdążyliśmy się nieźle zapoznać i nauczyliśmy się ze sobą współpracować. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo odczuję przejście z systemu counterbalance na countermarche. Jestem zachwycona pracą krosna. Wszystkie elementy są oczywiście DIBYD, czyli wykonał je Nadworny Inżynier. Zadanie miał ułatwione, bo korzystał z doskonałego rysunku technicznego Maliz (vielen dank, Maliz!). Początkowo do powiązania wszystkiego co powiązać należy wykorzystałam sprawdzony i zaprezentowany przez Beatę sposób fiński wiązania sznurków, który niniejszym gorąco zachwalam, a w każdym razie zachwalam go tym, którzy używają do czterech nicielnic. Ja wymiękłam dopiero przy ośmiu nicielnicach - poprawianie przez cały dzień kilkudziesięciu supełków z lnianego sznurka, który obciera skórę z palców, a człowiek nie bardzo jeszcze wie co i po co właściwie robi, to nie jest fajna zabawa. Odżałowałam, zainwestowałam w szpulkę Texsolv'a. Życie nabrało jaśniejszych barw ;-)
2. Mam osiem nicielnic :-). Na razie udało mi się ich użyć do jednego zaledwie projektu. To miała być próbka, a wyszedł szalik. Splot skośny zwany "fancy".
3. Moja biblioteczka wzbogaciła się o pozycję "Color and Texture in Weaving. 150 Contemporary Designs" Margo Selby. Książka jest pięknie wydana, pięknie ilustrowana i pełna pięknych projektów. Autorka może być Wam znana z tkackiego odcinka serii "Mastercrafts".
4. Kilka dni temu na zaproszenie Agnieszki Jackowiak wzięłam udział w IX Weekendzie z Historią w Poznaniu. Hasło tkackiej części Weekendu brzmiało "Na szlaku kupców - sukno. Pokazy i warsztaty". Dowiozłam Julię i oddałam ją pod troskliwą opiekę Alicji, ja zajęłam się stanowiskiem wyposażonym w trzy osnute "Harfy". Parę zdjęć z imprezy: link. A tu galeria zdjęć zrobionych przez Agnieszkę: link.
Zobowiązałam się publicznie podziękować Szanownemu Małżonkowi za pomoc, co niniejszym czynię :-)
5. A co tam w międzyczasie udało się utkać objawię Przemiłym Czytelnikom w najbliższym czasie :-).
Etykiety:
8 nicielnic,
bawełna,
countermarch (kontrmarsz),
fancy twill,
filmy,
imprezy tkackie,
literatura tkacka,
moje tkaniny,
splot skośny,
szale,
twill weave,
z życia tkacza
piątek, 23 maja 2014
Splot skośno-krzyżowy
Tego posta próbuję napisać od czasu, gdy zobowiązałam się w odpowiedzi na komentarz Lady Altay pokazać rysunek tkacki splotu skośno-krzyżowego (nie jestem pewna czy to prawidłowa nazwa). Niestety, zaczął mi wychodzić pokręcony elaborat o splotach skośnych (bo sploty skośne to temat rzeka), więc ograniczę się może do obiecanego wzoru ;-).
Oto on:
Rysunek ten warto nieco zmodyfikować. Zmiany dotyczą:
• przewleczenia nicielnic - zamiast niewygodnego 1,2,4,3, użyjemy wygodnego 1,2,3,4,
• kolejności deptania podnóżów - zamiast ładnie wyglądającego na rysunku 1,2,3,4, użyjemy kolejności 1,4,2,3, która wygląda naprawdę dziwnie, ale w praktyce sprawdza się fenomenlnie
• sposobu powiązania nicielnic z podnóżkami - ta zmiana została wymuszona modyfikacją kolejności przewleczenia nicielnic oraz kolejności deptania podnóżków; gdybyśmy nie dostosowali wiązania, nie otrzymalibyśmy pożądanego wzoru.
Inspiracją do zmodyfikowania kolejności deptania podnóżków był dla mnie post Peggy Osterkamp. Uwierzcie mi na słowo i sami spróbujcie o ile przyjemniej i płynniej tka się depcząc podnóżki w kolejności 1 (lewa noga),4 (prawa noga),2 (lewa noga),3 (prawa noga).
I jeszcze liftplan dla posiadaczy krosien stołowych bądź warsztatów z bezpośrednim łączeniem nicielnic z podnóżkami.
A gdyby ktoś chciał urządzić sobie dłuższą lekturę na temat splotów skośnych (i nie tylko), może zajrzeć np. do Leksykonu włókiennictwa Marty Michałowskiej
lub do Struktur tkaninowych Janusza Szoslanda.
Oto on:
Rysunek ten warto nieco zmodyfikować. Zmiany dotyczą:
• przewleczenia nicielnic - zamiast niewygodnego 1,2,4,3, użyjemy wygodnego 1,2,3,4,
• kolejności deptania podnóżów - zamiast ładnie wyglądającego na rysunku 1,2,3,4, użyjemy kolejności 1,4,2,3, która wygląda naprawdę dziwnie, ale w praktyce sprawdza się fenomenlnie
• sposobu powiązania nicielnic z podnóżkami - ta zmiana została wymuszona modyfikacją kolejności przewleczenia nicielnic oraz kolejności deptania podnóżków; gdybyśmy nie dostosowali wiązania, nie otrzymalibyśmy pożądanego wzoru.
Inspiracją do zmodyfikowania kolejności deptania podnóżków był dla mnie post Peggy Osterkamp. Uwierzcie mi na słowo i sami spróbujcie o ile przyjemniej i płynniej tka się depcząc podnóżki w kolejności 1 (lewa noga),4 (prawa noga),2 (lewa noga),3 (prawa noga).
I jeszcze liftplan dla posiadaczy krosien stołowych bądź warsztatów z bezpośrednim łączeniem nicielnic z podnóżkami.
A gdyby ktoś chciał urządzić sobie dłuższą lekturę na temat splotów skośnych (i nie tylko), może zajrzeć np. do Leksykonu włókiennictwa Marty Michałowskiej
![]() |
| Marta Michałowska, Leksykon włókiennictwa, 2006, s. 358-359. |
lub do Struktur tkaninowych Janusza Szoslanda.
niedziela, 11 maja 2014
Narzuta na łóżko
Uznałam, że wolę inwestować pieniądze w przędze, a czas w tkanie, więc zamiast kupować nowe łóżko lub kombinować co zrobić ze zniszczoną tapicerką, po prostu utkałam narzutę :-D.
Na moją narzutę potrzebowałam 11 metrów osnowy szerokiej na 50 cm. Tkaninę pocięłam na 5 paneli i zszyłam (mimo dwukrotnego mierzenia materiału pomyliłam się i musiałam później jeden panel dosztukowywać, wrrr...). Zastosowałam splot skośno-krzyżowy, wypróbowany wcześniej przy chuście.
Ponieważ musiałam zostawić zapas na szwy, postanowiłam przy tej okazji przetestować brzegi tkane splotem panama (ang. basket). Dzięki temu dużo łatwiej zszywało się panele, gdyż granica między właściwą tkaniną a zapasem była wyraźnie widoczna. Drugim plusem było uniknięcie floating selvedges, co czyni tkanie jeszcze przyjemniejszym.
Czego żałuję, to, że nie nie zagęściłam osnowy na brzegach, co ułatwiłoby równe dobijanie wątku, ale rozpaczać nie zamierzam, bo łóżko i tak wygląda teraz o niebo lepiej :-).
![]() |
| Pojedynczy panel |
![]() |
| Zapas na szwy tkany splotem panama |
![]() |
| Asystentka mnie nie opuszcza... |
poniedziałek, 10 marca 2014
Chusta do noszenia dziecka - ręcznie tkana ma się rozumieć ;-)
Jakiś czas temu zaproponowano mi utkanie chusty do noszenia dziecka. Ponieważ swego czasu sama myślałam o takiej chuście dla siebie i Asystentki, a poza tym lubię tkackie wyzwania, ochoczo wzięłam się z tematem za bary.
Naoglądałam się wielu cudownych zdjęć - okazało się, że świat "handwoven baby wraps" jest ogromny i bogaty. Trudniej jednak o rzeczowe informacje techniczne. Owszem, można się ich doszukać, jednak przypomina to szukanie zawieruszonego haczyka do przewlekania płochy - wiesz, że na pewno gdzieś jest, ale, do diabła, gdzie? ;-)
Przędza bawełniana, niemerceryzowana, gęstość osnowy 32 epi, szerokość w płosze ok. 80 cm, nitek 1030, splot skośny łamany. Tkanina jest warp-dominant, czyli pokazuje więcej osnowy niż wątku. Największym wyzwaniem było dla mnie zaprojektowanie chusty. Wiele wody w Warcie upłynęło zanim zaczęłam osiągać zadowalające efekty. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji nauczyłam się paru rzeczy.
Kolejnym problemem było ustalenie właściwej gęstości osnowy. Brak dostępu w Polsce do PRAWDZIWEJ, posiadającej oznaczenie grubości przędzy tkackiej, utrudnia sprawę (jeśli ktoś chce mnie uszczęśliwić, może to łatwo zrobić kupując mi McMorran Yarn Balance ;-) ). Zrobiłam próbki, ale i tak nie byłam wiele mądrzejsza. Czy moja tkanina spełni wszystkie wymagania jakie stawia się chuście do noszenia dziecka? To okaże się niebawem. Zostało jakieś 1,5 metra tkania, które, nota bene, jest baaaardzo przyjemne, a potem chusta przejdzie test u pewnej sympatycznej mamy.
Naoglądałam się wielu cudownych zdjęć - okazało się, że świat "handwoven baby wraps" jest ogromny i bogaty. Trudniej jednak o rzeczowe informacje techniczne. Owszem, można się ich doszukać, jednak przypomina to szukanie zawieruszonego haczyka do przewlekania płochy - wiesz, że na pewno gdzieś jest, ale, do diabła, gdzie? ;-)
Przędza bawełniana, niemerceryzowana, gęstość osnowy 32 epi, szerokość w płosze ok. 80 cm, nitek 1030, splot skośny łamany. Tkanina jest warp-dominant, czyli pokazuje więcej osnowy niż wątku. Największym wyzwaniem było dla mnie zaprojektowanie chusty. Wiele wody w Warcie upłynęło zanim zaczęłam osiągać zadowalające efekty. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji nauczyłam się paru rzeczy.
Kolejnym problemem było ustalenie właściwej gęstości osnowy. Brak dostępu w Polsce do PRAWDZIWEJ, posiadającej oznaczenie grubości przędzy tkackiej, utrudnia sprawę (jeśli ktoś chce mnie uszczęśliwić, może to łatwo zrobić kupując mi McMorran Yarn Balance ;-) ). Zrobiłam próbki, ale i tak nie byłam wiele mądrzejsza. Czy moja tkanina spełni wszystkie wymagania jakie stawia się chuście do noszenia dziecka? To okaże się niebawem. Zostało jakieś 1,5 metra tkania, które, nota bene, jest baaaardzo przyjemne, a potem chusta przejdzie test u pewnej sympatycznej mamy.
wtorek, 26 lutego 2013
Masz cztery nicielnice i nie wiesz co dalej? Zaszalej!
Czy ktoś jeszcze tak jak ja znalazł się w położeniu szczęśliwego posiadacza krosna z czterema nicielnicami, który nagle przystanął przed swoim cudem i zadał sobie pytanie: i co dalej?
Jeśli tak, ten post może być pomocny. Miło będzie, jeśli przyda się także tkaczom w innym położeniu ;-).
Cztery nicielnice pozwalają nam na tkanie splotem skośnym (ang. twill), a to znaczy, że otwiera się dla nas naprawdę bogaty świat wzorów. Żeby lepiej zapoznać się z możliwościami jakie daje rzeczony twill, może warto utkać tzw. twill gamp (konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi dlaczego nazwano to o czym chcę powiedzieć "gamp"), który może wyglądać np. tak:
Uprzedzę ewentualne pytania: nie, nie utkałam twill gampa; cały czas jestem w fazie "muszę się za to wziąć" (przeraża mnie długość listy tych "muszę się"...).
A zatem, nasz twill gamp to tkanina, która pozwala tkaczowi zapoznać się z meandrami splotu skośnego. Jeśli przypomina Wam sampler z jednego z pierwszych postów, który pokazywał możliwości jakie daje zabawa kolorem przy użyciu splotu płóciennego, to słusznie. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza: pierwszy z nich "bawi się" wzorem wynikającym z zastosowania kombinacji kolorów w osnowie i wątku przy niezmiennym splocie, drugi zaś zachowuje kolor osnowy i wątku, ale zmienia się splot, czyli układ nici w strunach nicielnicowych (ang. threading) i kolejność deptania podnóżków (ang. treadling). Taki gamp pozwala nam poeksperymentować dowolnie z wszelkimi pochodnymi twillu.
Jak wygląda budowa gampa? Na osi poziomej rysujemy sekwencjami w jaki sposób przewlekać nici przez struny nicielnicowe i w takiej samej kolejności odzwierciedlamy ten rysunek na osi pionowej, która prezentuje kolejność deptania podnóżków. Rysujemy wzór "na nicielnicach" według następującego schematu: 1234, 1234, 1234 (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to zapraszam do tego posta), a następnie dokładnie ten sam schemat powtarzamy "na podnóżkach". Potem zaznaczamy granicę między naszymi prostokątami i wygląda to np. tak:
I możemy brać się do kolejnego schematu, np. 123432, 123432, 123432. Oto efekt:
I tak dalej... Oczywiście nie musimy zaczynać od 1234, możemy od jakiej chcemy kombinacji. To ma być nasz gamp, który się nam podoba, którego tkanie daje radość i satysfakcję, i który ma NAM służyć. Zatem hulaj dusza! Należy tylko pamiętać o tym, żeby nie robić tak jak to pokazuje schemat trzeci, czyli dwie lub więcej nitek obok siebie lub dwa lub więcej podnóżków obok siebie. Da się tak tkać, ale zdecydowanie nie służy to tkaninie :-).
Gamp, który widzicie poniżej (w dwóch częściach, bo inaczej nie byłam w stanie zrobić zrzutu ekranu), może posłużyć za punkt wyjścia, bo do tkania to on się jeszcze nie nadaje.
Jeśli więc zechcecie się pobawić oto na co musicie zwrócić uwagę:
• prostokąty są nierówne, wymagają "dopieszczenia",
• białe linie między prostokątami muszą być wypełnione nitkami; teraz są puste i nie chodzi o brak koloru, a o brak zaznaczonej nicielnicy; myślę, że w rzeczywistości warto tam wstawić więcej niż jedną nitkę (2-4?), ale to już zależy od wielkości całej tkaniny, rozmiaru prostokątów i własnego widzi-mi-się.
Jedna ważna uwaga: jeśli pierwszy raz bierzesz się z twillem za bary, pamiętaj o używać tzw. floating selvedges. Są to nitki brzegowe, które przechodzą przez płochę, ale nie przez struny nicielnicowe. Tak wyglądają floating selvedges po utworzeniu przesmyku: ani się nie unoszą ani nie opadają:
Są one niezbędne do "łapania" wątku. Jeśli ktoś chce sprawdzić o co chodzi, niech spróbuje tkać bez nich - sprawa szybko stanie się jasna. Nitki te można normalnie nawinąć na wał tak jak i resztę osnowy lub puścić je luzem z jakimś obciążeniem. Dziadkiem do orzechów? Otwieraczem do butelek? Woreczkiem z ołowianymi ciężarkami? Plastikowymi pudełeczkami po soli emskiej wypełnionymi czymś ciężkim? ;-) To co widać na środku zdjęcia to nie FS, tylko dorobiona nitka, którą też trzeba było obciążyć, bo nie była nawinięta na wał.
Wracając do gampa. Jak już wyprodukowałam ten wpis, to nabrałam większego apetytu na takiego (i inne!), ale na razie dołożę go do listy "muszę się", bo teraz w głowie mam co innego.
Baz mnie rozumie :-D
Z mojego "trasmattor everywhere" na razie niewiele wychodzi, bo nie podobają mi się efekty, ale nic to - pruję i kombinuję dalej.
Dzisiejszy wpis sponsorowała, a... tfu... inspirowała urocza, a w uroku swym bezkonkurencyjna, Kate Bush w roli udręczonej Cathy.
Jeśli tak, ten post może być pomocny. Miło będzie, jeśli przyda się także tkaczom w innym położeniu ;-).
Cztery nicielnice pozwalają nam na tkanie splotem skośnym (ang. twill), a to znaczy, że otwiera się dla nas naprawdę bogaty świat wzorów. Żeby lepiej zapoznać się z możliwościami jakie daje rzeczony twill, może warto utkać tzw. twill gamp (konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi dlaczego nazwano to o czym chcę powiedzieć "gamp"), który może wyglądać np. tak:
Uprzedzę ewentualne pytania: nie, nie utkałam twill gampa; cały czas jestem w fazie "muszę się za to wziąć" (przeraża mnie długość listy tych "muszę się"...).
A zatem, nasz twill gamp to tkanina, która pozwala tkaczowi zapoznać się z meandrami splotu skośnego. Jeśli przypomina Wam sampler z jednego z pierwszych postów, który pokazywał możliwości jakie daje zabawa kolorem przy użyciu splotu płóciennego, to słusznie. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza: pierwszy z nich "bawi się" wzorem wynikającym z zastosowania kombinacji kolorów w osnowie i wątku przy niezmiennym splocie, drugi zaś zachowuje kolor osnowy i wątku, ale zmienia się splot, czyli układ nici w strunach nicielnicowych (ang. threading) i kolejność deptania podnóżków (ang. treadling). Taki gamp pozwala nam poeksperymentować dowolnie z wszelkimi pochodnymi twillu.
Jak wygląda budowa gampa? Na osi poziomej rysujemy sekwencjami w jaki sposób przewlekać nici przez struny nicielnicowe i w takiej samej kolejności odzwierciedlamy ten rysunek na osi pionowej, która prezentuje kolejność deptania podnóżków. Rysujemy wzór "na nicielnicach" według następującego schematu: 1234, 1234, 1234 (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to zapraszam do tego posta), a następnie dokładnie ten sam schemat powtarzamy "na podnóżkach". Potem zaznaczamy granicę między naszymi prostokątami i wygląda to np. tak:
I możemy brać się do kolejnego schematu, np. 123432, 123432, 123432. Oto efekt:
I tak dalej... Oczywiście nie musimy zaczynać od 1234, możemy od jakiej chcemy kombinacji. To ma być nasz gamp, który się nam podoba, którego tkanie daje radość i satysfakcję, i który ma NAM służyć. Zatem hulaj dusza! Należy tylko pamiętać o tym, żeby nie robić tak jak to pokazuje schemat trzeci, czyli dwie lub więcej nitek obok siebie lub dwa lub więcej podnóżków obok siebie. Da się tak tkać, ale zdecydowanie nie służy to tkaninie :-).
Gamp, który widzicie poniżej (w dwóch częściach, bo inaczej nie byłam w stanie zrobić zrzutu ekranu), może posłużyć za punkt wyjścia, bo do tkania to on się jeszcze nie nadaje.
Twill gamp WVD (format pliku czytelny dla WeaveDesign)
Jeśli więc zechcecie się pobawić oto na co musicie zwrócić uwagę:
• prostokąty są nierówne, wymagają "dopieszczenia",
• białe linie między prostokątami muszą być wypełnione nitkami; teraz są puste i nie chodzi o brak koloru, a o brak zaznaczonej nicielnicy; myślę, że w rzeczywistości warto tam wstawić więcej niż jedną nitkę (2-4?), ale to już zależy od wielkości całej tkaniny, rozmiaru prostokątów i własnego widzi-mi-się.
Jedna ważna uwaga: jeśli pierwszy raz bierzesz się z twillem za bary, pamiętaj o używać tzw. floating selvedges. Są to nitki brzegowe, które przechodzą przez płochę, ale nie przez struny nicielnicowe. Tak wyglądają floating selvedges po utworzeniu przesmyku: ani się nie unoszą ani nie opadają:
Są one niezbędne do "łapania" wątku. Jeśli ktoś chce sprawdzić o co chodzi, niech spróbuje tkać bez nich - sprawa szybko stanie się jasna. Nitki te można normalnie nawinąć na wał tak jak i resztę osnowy lub puścić je luzem z jakimś obciążeniem. Dziadkiem do orzechów? Otwieraczem do butelek? Woreczkiem z ołowianymi ciężarkami? Plastikowymi pudełeczkami po soli emskiej wypełnionymi czymś ciężkim? ;-) To co widać na środku zdjęcia to nie FS, tylko dorobiona nitka, którą też trzeba było obciążyć, bo nie była nawinięta na wał.
Wracając do gampa. Jak już wyprodukowałam ten wpis, to nabrałam większego apetytu na takiego (i inne!), ale na razie dołożę go do listy "muszę się", bo teraz w głowie mam co innego.
Baz mnie rozumie :-D
Z mojego "trasmattor everywhere" na razie niewiele wychodzi, bo nie podobają mi się efekty, ale nic to - pruję i kombinuję dalej.
Dzisiejszy wpis sponsorowała, a... tfu... inspirowała urocza, a w uroku swym bezkonkurencyjna, Kate Bush w roli udręczonej Cathy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































