Kiedy robiłam zdjęcia ręczniki nie były wykończone (widać na zdjęciach).
Zresztą nadal nie są :-P
Ano niełatwo było. Jak już wiadomo, zamarzyły mi się takie, gdy tylko je zobaczyłam. Ale problem był ze zdobyciem odpowiedniej bawełny. Powinna być ona dosyć cienka i niemerceryzowana. Nie znalazłam w Polsce takiego produktu. Jest albo bawełna niemerceryzowana gruba (tzn. zbyt gruba na ręczniki), albo cienka bawełna merceryzowana, a taka nie jest zbyt chłonna.
Nie mam pojęcia jaką grubość ma ta bawełna, której użyłam. Kupiłam ją na Allegro, tak w ciemno. Próbowałam ją sobie przemierzyć, ale nie wiem na ile dokładny był ten mój pomiar. Wyszło mi, że ma jakieś 550 m / 100 g.
Trochę mi te ręczniki szły jak po grudzie. Część kłopotów opisałam, ale to nie wszystkie. Popełniłam błędy, które zauważyłam zbyt późno, żeby je poprawić. Tzn. teoretycznie dałoby się je naprawić, ale praktycznie kosztowałoby to dużo czasu, pracy lub materiału, więc zrezygnowałam i potraktowałam ręczniczki wprawkowo. Doszłam do wniosku, że skoro nie będą one zdobić mego stołu, tylko służyć mym upapranym rękom w kuchni, mogą sobie mieć błędy.
Mimo wielu prób nie udało mi się zrobić zdjęcia, na którym kolory wyszłyby prawdziwie, wybrałam więc te najbardziej do prawdziwych zbliżone. Osnowa była turkusowa. Na wątek wzięłam trzy kolory: niebieski, różowy i jasnopomarańczowy. O ile turkus z niebieskim komponuje się bardzo ładnie, o tyle z różowym już tak se, a z pomarańczowym tworzą kompozycję kolorystyczną bliską jakiejś spranej szmacie... Cóż...
Błędy jakie jeszcze udało mi się zrobić to: 1. za gęsto przewlec w dwóch miejscach nici przez płochę (widać to na zdjęciach - takie zagęszczenie wzoru, jaśniejsze paski), 2. nierówno dobijać wątek - to naprawdę nie takie łatwe na jakie wygląda, a każde oderwanie od pracy dodatkowo wybija z rytmu i utrudnia równe dobijanie. Po wypraniu ręczników trochę się te różnice zatarły, ale tylko trochę. Dopóki materiał był na warsztacie mogłam normalnie palcem pokazywać, w którym momencie musiałam wstać od krosna. 3. "zgubić" wzór - zazwyczaj dlatego, że przesunięty rozpinacz zasłaniał mi ostatnie centymetry roboty. Przyznaję się bez bicia, że nie chciało mi się tego naprawiać; po prostu w kilku miejscach te ciemne prostokąciki są dłuższe lub krótsze. 4. zapomniałam utkać na początku i na końcu każdego ręcznika kilku centymetrów samym splotem płóciennym. To chyba mój najgorszy grzech. Taki "płócienny" kawałek zdobi tkaninę i pozwala łatwiej ją podwinąć. Ale przygody z ręcznikami jeszcze nie kończę, bo bawełny starczy jeszcze na kilka, będę więc miała okazję się poprawić ;-).
Ręczniki wyprałam w automacie za wiele się z nimi nie pieszcząc. Cele jakim mają służyć dyskwalifikują jakieś delikatne programy. Mogę powiedzieć tyle, że się nie rozpadły - to dobrze wróży :-D
Tu widać różne błędy.




