Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia tkacza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia tkacza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Z życia tkacza

Pora się wyspowiadać z tkackiego żywota, chociaż nikt się tego nie dopomina :-P.
1. Jak się Czytelnicy zdążyli zorientować zmierzyłam się z wełną. Przed Czytelnikami jeszcze jedna odsłona wełnianych wyczynów.
Szczególnych przemyśleń jednak na ten temat  brak ;-). W planach - odległych - nadal pozostaje czysty jedwab, a ostatnio mam przyjemność próbować tkania z ramie (dokładnie to mieszanka ramie i jedwabiu tussah) oraz przędzy konopnej.
2. Co by to było, gdyby biblioteczka mi się nie powiększyła? Co by to było?! Tego się nie dowiemy, bo się powiększyła i to o dwie pozycje:  Susan Wilson Weave Classic Crackle & More i Marian Stubenitsky Weaving with Echo and Iris.
Pierwsza książka nie jest typowym albumem wzorów tkackich, raczej kompendium wiedzy, które wyjaśnia zasady jakimi rządzi się crackle i daje podstawy do samodzielnej eksploracji tego obszernego pola tkackiego.
Druga książka omawia obszerny temat projektowania tkanin z efektem "echo". Tak naprawdę nie wiem jak to powinnam nazwać po polsku. Kiedy pokazywałam szal z alpaki i jedwabiu, błędnie pisałam o "splocie echo", "strukturze echo". W rzeczywistości echo nie jest splotem. Jest metodą na uzyskanie arcypięknych efektów kolorystycznych w oparciu o "parallel threading". Wspomniany szal jest utkany splotem skośnym, ale efekt echo można uzyskać także w innych splotach.
Książka przede wszystkim zachwyca zdjęciami wspaniałych tkanin, a poza tym nie zostawia złudzeń, iż 8 nicielnic to, że tak powiem, nic. Studiowanie  Weaving with Echo zajmie mi lata. To będzie spory wysiłek i czysta przyjemność :-)
3. Marząc o krośnie z co najmniej szesnastoma nicielnicami nie zaprzestaję zgłębiania tajników ośmiu.
4. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy powstało trochę próbek, trochę tkanin nieudanych. Oto króciutki przegląd tego co doczekało się zdjęć i co nadaje się do upublicznienia.
• overshot
Trzy różne wzory z jednego przewleczenia. Ciekawostką jest tkanina o wzorze czerwono-pomarańczowym. Próbka ta nie jest typowym overshotem. Zamiast wątku tworzącego płócienne tło (tradycyjnie tego samego rozmiaru i koloru co osnowa), używa się drugiego, kolorowego wątku wzoru, a tka się metodą nazywaną "weaving on opposites".
ręcznie tkana tkanina / tkanina wileńska / overshot
ręcznie tkana tkanina / tkanina wileńska / overshot
 ręcznie tkana tkanina / tkanina wileńska / overshot


• lniany szalik
To miał być piękny szal. Długo trzymałam włóczkę na niego nie mogąc się zdecydować na wzór. Wspaniały, lśniący, gruby len..., który kompletnie się nie sprawdził w tkaniu. Drastycznie nieodporny na tarcie i generalnie jakiś taki zbyt toporny. Jestem przekonana, że zdolna dziewiarka potrafiłaby wyczarować z niego jakieś cudo. Splot bronson lace, 8 nicielnic, zdecydowanie zbyt gęsta osnowa.
ręcznie tkany lniany szal


• len
Pojedynczy, grubości mniej więcej 8/1 NeL (ok. 200 tex), chciałam go po prostu wypróbować. To nie było najprzyjemniejsze tkanie. Niepotrzebnie pokombinowałam na brzegach (panama). Zostawiłam sobie 3 rodzaje próbek: 1. klejone na krośnie, nieprane, 2. wyprane i wyprasowane, 3. wyprane, wyprasowane i wymaglowane (pomysł zaczerpnięty z pewnego bloga, którego nazwy niestety nie mogę sobie przypomnieć).
ręcznie tkana tkanina lniana

ręcznie tkana tkanina lniana

• crackle
Ostatnie próbki. Wzór nie jest inspirowany lekturą Weave Classic Crackle, pochodzi z A Weaver's Book of 8-Shaft Pattern. Niepotrzebnie zmieniłam threading na brzegach, bo po prostu źle to wygląda, wzór się posypał. No ale chciałam wiedzieć jak będzie wyglądało i już wiem. Nie potrzeba sokolego oka, żeby wypatrzyć błędy, na szczęście to tylko próbki.
Zamieszczam zdjęcia prawych i lewych stron, bo obie są wspaniałe.
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
1. prawa strona
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
1. lewa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
2. prawa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
2. lewa strona
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
3. prawa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
3. lewa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
4. prawa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
4. lewa strona
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
5. prawa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
5. lewa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
6. prawa strona

ręcznie tkana tkanina / crackle weave
6. lewa strona
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
7. prawa strona, lniany wątek wzoru
ręcznie tkana tkanina / crackle weave
7. lewa strona, lniany wątek wzoru
5. Przędza. Nareszcie można kupić w Polsce przędzę tkacką. Hobby-Wełna od niedawna ma w swojej ofercie bawełnę, len i cottolin (mieszankę bawełny i lnu) szwedzkiej firmy (marki?) Bockens. Zgadnijcie czy byłam już na zakupach ;-).
 

6. Przede mną  rewolucja w osnuwaniu, bo Nadworny Inżynier na dniach weźmie się za majsterkowanie, a jego efektem ma być sectional warp beam.
7. Jeśli o czymś zapomniałam, to nie ma obaw, nadrobię to w kolejnym odcinku :-).

poniedziałek, 29 września 2014

Z życia tkacza

Tak, to nie żart, życie tkacza wcale nie zamarło wbrew wszelkim pozorom. Pora to udowodnić i zdać Przemiłym Czytelnikom relację z minionych miesięcy.

1. Mam kontrmarsz. Mam go już całkiem, całkiem długo - zdążyliśmy się nieźle zapoznać i nauczyliśmy się ze sobą współpracować. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo odczuję przejście z systemu counterbalance na countermarche. Jestem zachwycona pracą krosna. Wszystkie elementy są oczywiście DIBYD, czyli wykonał je Nadworny Inżynier. Zadanie miał ułatwione, bo korzystał z doskonałego rysunku technicznego Maliz (vielen dank, Maliz!). Początkowo do powiązania wszystkiego co powiązać należy wykorzystałam sprawdzony i zaprezentowany przez Beatę sposób fiński wiązania sznurków, który niniejszym gorąco zachwalam, a w każdym razie zachwalam go tym, którzy używają do czterech nicielnic. Ja wymiękłam dopiero przy ośmiu nicielnicach - poprawianie przez cały dzień kilkudziesięciu supełków z lnianego sznurka,  który obciera skórę z palców, a człowiek nie bardzo jeszcze wie co i po co właściwie robi, to nie jest fajna zabawa. Odżałowałam, zainwestowałam w szpulkę Texsolv'a. Życie nabrało jaśniejszych barw ;-)
2. Mam osiem nicielnic :-). Na razie udało mi się ich użyć do jednego zaledwie projektu. To miała być próbka, a wyszedł szalik. Splot skośny zwany "fancy".
ręcznie tkany szal / splot skośny / fancy twill / 8 nicielnic

ręcznie tkany szal / splot skośny / fancy twill / 8 nicielnic
splot skośny / fancy twill / 8 nicielnic
3. Moja biblioteczka wzbogaciła się o pozycję "Color and Texture in Weaving. 150 Contemporary Designs" Margo Selby. Książka jest pięknie wydana, pięknie ilustrowana i pełna pięknych projektów. Autorka może być Wam znana z tkackiego odcinka serii "Mastercrafts".

4. Kilka dni temu na zaproszenie Agnieszki Jackowiak wzięłam udział w IX Weekendzie z Historią w Poznaniu. Hasło tkackiej części Weekendu brzmiało "Na szlaku kupców - sukno. Pokazy i warsztaty". Dowiozłam Julię i oddałam ją pod troskliwą opiekę Alicji, ja zajęłam się stanowiskiem wyposażonym w trzy osnute "Harfy". Parę zdjęć z imprezy: link. A tu galeria zdjęć zrobionych przez Agnieszkę: link.
Zobowiązałam się publicznie podziękować Szanownemu Małżonkowi za pomoc, co niniejszym czynię :-) 

5. A co tam w międzyczasie udało się utkać objawię Przemiłym Czytelnikom w najbliższym czasie :-).

czwartek, 9 stycznia 2014

Z życia tkacza

W nowy rok wkroczyłam raźnym, tkackim krokiem, mówiąc sobie: "będzie lepiej!" i uśmiechając się krzywo podczas n-tego naprawiania przerwanych nici osnowy. Mam na warsztacie bardzo delikatną bawełnę, która pokazuje mi spore rogi. Jednak bawełna owa pewnie nie wie, że szczycę się oślim uporem, co stawia ją na przegranej pozycji. Z bawełny będą szale w splocie huck, ale nie lace, lecz spot - nie będzie typowych ażurów, a punkciki.
Szale powstają na... krośnie Standard Glimåkry! Ye-ye-ye! Warsztat od Pana Antika, kupiony jesienią; cały czas się poznajemy. Krosno jest ośmionicielnicowe, counterbalance, ale nie mam odpowiednich bloczków, żeby uruchomić osiem nicielnic. Po namyśle postanowiłam nie dorabiać bloczków, tylko przerobić warsztat na kontrmarsz. Negocjacje z Nadwornym Inżynierem zakończyły się pomyślnie, przeróbka powinna odbyć się niebawem. Zadanie ułatwi nam post Maliz, w którym zamieściła precyzyjny rysunek techniczny elementów mechanizmu. Poza tym - krosno jest wieeelkie. Cieszę się, że szlify zdobywałam na Julii Glimåkry, która jest znacznie poręczniejsza, bo gdybym swoje samouctwo zaczęła od tego kolosa, mogłabym dziś być siwa.
W międzyczasie nabyłam "A Weaver's Book of 8-Shaft Patterns from the Friends of Handwoven" (była taka przecena, że zgrzeszyłabym, gdybym jej nie kupiła). To obszerny album wzorów tkackich wykorzystujących wiele różnych splotów; w sumie 765 wzorów. Choć pewne fragmenty są dla mnie, hm... powiedzmy mniej niezrozumiałe ;-), ponieważ interesowałam się tematami wcześniej, na razie głównie przeglądam książkę z nabożną czcią i świadomością, że muszę się uczyć, uczyć, uczyć... Możliwości jakie daje osiem nicielnic są zachwycające.
Zgodnie z październikową zapowiedzią uszyłam "coś tam" z niektórych tkanin. Powstały dwie saszetki na zamek, które powędrowały pod choinki i pojemna sakwa, do której najstarsze dziecię zbierało słodycze podczas ubiegłego halloween. Nadmienię, iż pozostaję mierną szwaczką.

ręcznie tkana kosmetyczka M&Wręcznie tkana kosmetyczka M&W

Zupełnie zapomniałam pochwalić się, że kilka miesięcy temu uszyłam woreczek z jednej z cracklowych próbek. Pozostałe próbki wiodą żywot w głębokim ukryciu, ale na pewno przy którymś generalnym sprzątaniu się spotkamy ;-).
ręcznie tkany woreczek cracle


No, teraz to już chyba wszystko...
ręcznie tkany szal huck spot

A, nie! Jeszcze trochę fajnej muzyki od sąsiadów.


poniedziałek, 7 października 2013

Z życia tkacza

Nie, tkacz wcale nie zapomniał, że ma bloga i przemiłych Czytelników. Problem w tym, że:
1. Wróciłam do pracy zawodowej, co fatalnie odbija się na ilości czasu jaki mogę poświęcić tkactwu. Niepocieszona :-(. Do zaprzyjaźnionych blogów wpadam jak po ogień albo częściej wcale - mam sporo do nadrobienia. Cokolwiek robię, robię z doskoku: czytam, tkam, planuję, piszę na raty, wiele rat. To męczące, mało efektywne i frustrujące.
Co zatem u tkacza słychać?
2. Utkałam coś tam, teraz będę próbowała coś tam z tego uszyć.
ręcznie tkany materiał

ręcznie tkany materiał

3. Zaliczyłam poznański Dzień Tkaczki! Wizyta nie była długa i odczuwam niedosyt rozmów. Koniecznie chciałam zrobić zdjęcia, ale wzięłam rozładowany aparat. Myślę, że gdyby bateria była naładowana, a karta pamięci wyczyszczona, zaczęłabym się zastanawiać czy ze mną wszystko ok ;-). Widziałam za to kilka ślicznych próbek autorstwa Alicji, poznałam jeszcze jedną miłą tkaczkę z Poznania i obejrzałam katalog Toiki (to ostatnie wywołało u mnie gwałtowny wyrzut żółci...).

4. Gdy mogę sobie na to pozwolić sięgam po literaturę i dokształcam się ładnie. Ostatnio w zakresie splotu summer and winter i projektowania bloków (polska nazwa?).

5. Gdy mogę sobie na to pozwolić siadam do WeaveDesign'a i projektuję. Zgodnie z radą Bei: "rób cokolwiek!", robię co się da i w efekcie mam okropny misz masz w projektach, co oczywiście nie jest konsekwencją zastosowania się do rady - radę jak najbardziej polecam! Skupiam się na blokach twillowych (block twill) i znacznie trudniejszych blokach S&W - trudniejszych ze względu na osiągnięcie zaplanowanego efektu kolorystycznego.

6. Gdy mogę sobie na to pozwolić, siadam do i komputera i próbuję pisać kolejne posty - widać z jakim skutkiem ;-).

7. Wzbogaciłam swoją biblioteczkę o "Mastering Weave Structures" Sharon Alderman. Z zakupu jestem bardzo zadowolona. Książkę polecam, ale nie początkującym tkaczom.

Ot i cały mój żywot :-)
8. A dziś zamierzam nadrobić lekturę w internetowym, tkackim światku. O.

wtorek, 9 lipca 2013

Z życia tkacza

Oto co dokonało się w tkackiej części mego żywota.
1. Mogę odtrąbić victorię nad tym co gnębiło mnie od dłuższego czasu.
Mój weft faced twill rag rug, moja duma :-D. Próba generalnie wypadła pomyślnie, pozwoliła mi dostrzec co jeszcze wymaga poprawienia lub dopracowania; ujawniła też, że jestem roztrzepana, co zresztą tak naprawdę nie było tajemnicą.
Więcej o dywaniku będzie, gdy go w końcu zdejmę z krosna...

 ręcznie tkany dywan szmaciak

2. Pokuszona lnianym szalem Lady Altay, utkałam własne. Tkałam na krośnie stołowym. Była to czysta przyjemność, żadnych zgrzytów ani ze strony lnu, ani ze strony warsztatu.
Zaskoczeniem było dla  mnie wolne tempo pracy. Konieczność ręcznego podnoszenia nicielnic bardzo spowalnia, ale można się przyzwyczaić i wpaść w rytm.
Splot - Bronson lace.
ręcznie tkane lniane szale

 3. Crackle'owe próbki, które nie mogą doczekać się wykończenia. Też ze stołowego.
próbki ręcznie tkanego materiału

4. W chwilach, gdy mogę tkać, to jednak nie mogę tkać, bo akurat Asystentka przeprowadza kontrolę czy tam aby wszystko działa jak należy. Będą z niej ludzie, znaczy się tkacze  ;-).


niedziela, 26 maja 2013

Z życia tkacza

Najnowsze doniesienia z życia tkacza:

1. Tkaczowi wiecznie mało krosien. A jako że tkacz dysponuje skorym do współpracy tatą, powstał nowy warsztacik, tym razem do tkania krajek. Świeżynka, od wczoraj w domu.
inkle loom DIY
Inkle loom

Moje próby z backstrapem nie wychodziły, z bardkiem było już lepiej, ale bardzo niekomfortowo (przede wszystkim ze względu na ograniczoną przestrzeń, lecz nie tylko), a Harfa Kromskich się sprawdziła, jednak nie mam jej już gdzie postawić. Wymiary inkle loom to 70x30x15 cm, bez problemu zadomowi się na szafie.

2. Uszyłam sobie okładkę na notesik. Ponieważ nie umiem i nie lubię szyć (mimo tego uparcie, co jakiś czas, podejmuję próby oswojenia maszyny do szycia), to co nieco mi nie wyszło, ale okładka się nie rozpada, a szwy mają niewielkie tylko odchyły od linii prostej, więc... jest dobrze :-)
ręcznie tkana okładka na notes

ręcznie tkana okładka na notes

Tkanina to mieszanka nici bawełnianych, lnianych i poliestrowych (chyba). Wykonana dawno temu na Harfie, zalegała  długo w szafie. Jest jej jeszcze wystarczająco dużo, żeby uszyć z niej jeszcze kilka drobiazgów i taki właśnie mam plan.
ręcznie tkany materiał

W trakcie licznych prób zrobienia zdjęcia, które by mnie zadowoliło (z robieniem zdjęć u mnie jak z szyciem), do mego atelier zakradła się taka jedna. Oto jedno z wielu ujęć "asystentki" (no, kawałka asystentki).

3. Krosno stołowe przeszło chrzest bojowy. Niestety, z walki tej nie wyszło obronną ręką. Tkać - tka, nicielnice ładnie w swoich prowadnicach chodzą (tak na db+), bidło, o które trochę się martwiłam, też nie sprawia problemów, ale nawala mechanizm unoszenia nicielnic. Myślę, że ośka, na której są klawisze pociągające nicielnice do góry, jest za mało wysunięta do przodu. Trzeba to będzie  naprawić, bo przy czterech nicielnicach w użyciu jakoś  - podkreślam słowo "jakoś" - można tkać, ale przy większej ich liczbie będzie to już niemożliwe.
A na zdjęciach efekt chrztu bojowego, a jednocześnie próba nowego splotu zwanego cracle.
ręcznie tkany materiał / crackle

4. A na glimakrowej Julii początek drugiej trasmattorowej próby. Tym razem bardziej kolorowo.
skrawki na ręcznie tkany dywan szmaciak

ręcznie tkany dywan szmaciak
 I co? Przyznajcie - życie tkacza jest fascynujące! :-D

sobota, 27 kwietnia 2013

Z życia tkacza

Post z gatunku informujących Szanownych Czytelników bloga o tym co robi autor bloga, gdy Szanowni Czytelnicy myślą, że nic nie robi ;-).
Przede wszystkim walczę z przeciwnościami losu o czas i warunki do samorozwoju. Samorozwój w tym konkretnym przypadku należy zdefiniować jako intensywne starania zmierzające do: a) poszerzania wiedzy o tkaniu i tkactwie, b) szlifowania zdobytych umiejętności tkackich, c) zdobywania nowych umiejętności tkackich. Walka ta lekka nie jest, więc oszałamiających postępów samorozwoju brak.

Najwięcej czasu poświęcam chyba teoretycznemu zgłębianiu tajemnic świata trasmattorów, o których napomknęłam w tym poście. Po obejrzeniu wieeeelu zdjęć, po odwiedzeniu licznych blogów oraz po wybiórczej lekturze książek "Rug Weaving Techniques" i "The Techniques of Rug Weaving" Petera Collingwooda (poznanego dzięki Alicji) przeszłam do etapu projektowania wzorów w programie komputerowym. Tym razem posługiwałam się programem Fiberworks PCW Silver. Program jest płatny, ale w wersji demo  aktywne są wszystkie funkcje, brak jedynie możliwości zapisywania  (i bodajże drukowania). Dlaczego nie WeaveDesign? Bo Fiberworks posiada funkcję, która umożliwia symulację tkanin typu weft-faced, czyli takich, w których wątek zakrywa osnowę (nie ma znaczenia rodzaj splotu). I dzięki temu w końcu zrozumiałam jak utkać wzór, który zatruł mi życie (żaliłam się  tu). Jeśli praktyka nie rozminie się z teorią, pochwalę się efektami :-).

Poza tym krosno stołowe doczekało się mechanizmu  unoszącego nicielnice, trzeba jeszcze wyregulować parę detali i powinno działać. "Parę detali" brzmi banalnie, ale wiem, że będą to czynności czasochłonne, niestety. 

Poza tym staram się gromadzić wiedzę na temat tkania lnu, który - jak wynika z lektury - rządzi się twardymi prawami i na kompromisy nie mam co liczyć. Mam nadzieję, że gdy się lepiej poznamy, współpraca  ułoży nam się bez większych wpadek  i zgrzytów.
 
A w międzyczasie  spróbowałam... wrzeciona! Dzięki Eli dysponuję pokaźną ilością wełny do wprawek. Oprócz wełny zostałam też przez nią obdarowana cennymi radami, za które serdecznie dziękuję. Przędzenie okazało się czynnością przyjemną i chętnie przy okazji będę się w nim doskonalić, ale wiem już, że nie połączy nas nic więcej oprócz sympatii. Prawdziwie głębokim uczuciem darzę jednak tkactwo :-).
Prezent od Eli. Ta niteczka to jej dzieło.

A tak w ogóle to ten post był tylko pretekstem, żeby dać na bloga jeden z moich ulubionych utworów jednego z moich ulubionych zespołów. Słuchałam go w 2010, gdy skonstruowałam wyjątkowo prymitywny pionowy warsztat tkacki - dawno bym o nim zapomniała, gdyby nie kojarząca mi się z tamtym okresem muzyka.


A jak już, to już, niech będzie jeszcze jeden utwór. Od przybytku podobno głowa nie boli :-)
Jeśli możecie, załóżcie słuchawki.


I jeszcze jedno - pozdrawiam serdecznie Czytelników z Getyngi ;-)!  Miło było Was tu gościć. Jeśli  jeszcze zajrzycie, zostawcie po sobie ślad :-)


środa, 13 marca 2013

Z życia tkacza

Pożegnałam się z poprzednim projektem i zdarłam (niestety dosłownie) osnowę z warsztatu. Co wcale nie znaczy, że oddałam tę walkę. "Co się odwlecze, to nie uciecze", a ja nie lubię nierozwiązanych zagadek i kiedyś jeszcze do tej wrócę. Alicja uzbroiła mnie w oręż w postaci książki, która może pomóc. To będzie dla mnie dłuuuuga lektura, bo rzecz jest oczywiście w języku angielskim.
A propos języków obcych. Gdzieś tam na początku bloga zapowiedziałam, że chcę przygotować mini-słowniczki przekładowe, które mogłyby pomóc osobom takim jak ja, czyli takim, którym daleko do poligloty. Nie jest to jeszcze imponujący zbiór, ale powoli nabiera jakiegoś kształtu. Oczywiste jest, że skupiłam się na języku angielskim, ale robię powolutku też szwedzki. Minimalnie zahaczyłam o hiszpański (bardzo minimalnie), a niemiecki jest w planach odległych. Słówka ładnie zestawiam w excelu, żeby można było je dowolnie sortować. Jak uznam, że już warto się tym dzielić, to się podzielę, może jeszcze komuś się przyda.
Poza tym pochwalę się Wam moim tatą - kochany jest, oprócz dodatkowych podnóżków dorobił mi regan. Na zdjęciu dziwnie to wygląda, bo regan leży na niciach, a nie odwrotnie, ale akurat zakładałam osnowę. Regan jest pierwsza klasa, gwoździki mają ok. 4 cm wysokości, mocowany jest na drewniane kołeczki.

Mogłabym powiedzieć, że regan jest DIY, ale właściwsze będzie DIBYD - Do It By Your Dad.
Bardzo odpowiada mi wykonywanie różnych prac sposobem DIBYD :-). Mam w zanadrzu kilka mniejszych i jeden większy projekt, ale nie będę zdradzać szczegółów, żeby nie zapeszyć. Trzymajcie kciuki za tatę!
A te nitki na zdjęciu to osnowa pod overshota. W końcu! Wzór zaczerpnięty z książki, o której wspominałam tu. Nie mogę się doczekać tkania!
A na koniec trochę rozrywki - moim kosztem. Jakiś czas temu przyśniło mi się, że pewien miły pan chce się ze mną umówić na kolację. Na kolację?  Ze mną? Zamężną matką trojga? Hm, cóż... Postanowiłam dać mu szansę. Otrzymał ode mnie listę pytań, a od odpowiedzi uzależniłam swoją decyzję. Pytania były standardowe: ile ma lat, czego słucha, co czyta itd. itp. Ale ostatnie, najważniejsze, to od którego wszystko zależało brzmiało: czy i jakie tradycje tkackie występują w Pana rodzinie? :-)))))))))))))))))))))))))))))

środa, 12 grudnia 2012

Codzienność-conocność tkacza

Co robi tkacz po nocach? No wiadomo, loomynatikuje. Tylko nie myślcie, że "loomynatikuje" to coś jak "fafkulce" ;-).
Chętnie loomynatikowałabym także w dzień, ale to znacznie trudniejsze ze względu na rozliczne obowiązki.
Ale co tam! W nocy jest fajnie: wszyscy śpią, nie odrywają człowieka od  tkackich przyjemności, można założyć słuchawki na uszy i... I człowiek jest szczęśliwy (choć chronicznie niewyspany).




niedziela, 1 stycznia 2012

Nowy rok jaki....

Czy może być lepszy moment na rozpoczęcie pisania bloga, którego założyło się we wrześniu, niż 1 stycznia kolejnego roku? Cóż, pewnie może, ale tak jakoś wyszło :-).
Nowy rok jaki, cały rok taki? Mam nadzieję, bo dzień dzisiejszy był niezgorszy: żadnego posylwestrowego "zmęczenia", w domu spokój i ład, dzieciaki zdrowe i kawał porządnej roboty przy krośnie wykonany. Zatem, na ten nowy rok życzę sobie:
  1. wielu świetnych tkackich pomysłów, 
  2. ogromu różnorakich, pięknych przędz, 
  3. kotów, które nie niszczą moich prac,
  4. solidnego krosna poziomego, które zmieści się w naszym mikro-mieszkaniu,
  5. i tego najważniejszego, którego nie napiszę, żeby nie zapeszać.
Głęboko wierzę, że prędzej czy później zawitają tu osoby, które nie tylko potrafią zrozumieć, że marzy się o ośmionicielnicowym warsztacie tkackim, ale co więcej - takie marzenie podzielają.

Dobry wieczór. Opętała mnie mania tkania. Jestem Loomynatic.