Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkackie zgryzoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkackie zgryzoty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Z życia tkacza

Oto co dokonało się w tkackiej części mego żywota.
1. Mogę odtrąbić victorię nad tym co gnębiło mnie od dłuższego czasu.
Mój weft faced twill rag rug, moja duma :-D. Próba generalnie wypadła pomyślnie, pozwoliła mi dostrzec co jeszcze wymaga poprawienia lub dopracowania; ujawniła też, że jestem roztrzepana, co zresztą tak naprawdę nie było tajemnicą.
Więcej o dywaniku będzie, gdy go w końcu zdejmę z krosna...

 ręcznie tkany dywan szmaciak

2. Pokuszona lnianym szalem Lady Altay, utkałam własne. Tkałam na krośnie stołowym. Była to czysta przyjemność, żadnych zgrzytów ani ze strony lnu, ani ze strony warsztatu.
Zaskoczeniem było dla  mnie wolne tempo pracy. Konieczność ręcznego podnoszenia nicielnic bardzo spowalnia, ale można się przyzwyczaić i wpaść w rytm.
Splot - Bronson lace.
ręcznie tkane lniane szale

 3. Crackle'owe próbki, które nie mogą doczekać się wykończenia. Też ze stołowego.
próbki ręcznie tkanego materiału

4. W chwilach, gdy mogę tkać, to jednak nie mogę tkać, bo akurat Asystentka przeprowadza kontrolę czy tam aby wszystko działa jak należy. Będą z niej ludzie, znaczy się tkacze  ;-).


sobota, 27 kwietnia 2013

Z życia tkacza

Post z gatunku informujących Szanownych Czytelników bloga o tym co robi autor bloga, gdy Szanowni Czytelnicy myślą, że nic nie robi ;-).
Przede wszystkim walczę z przeciwnościami losu o czas i warunki do samorozwoju. Samorozwój w tym konkretnym przypadku należy zdefiniować jako intensywne starania zmierzające do: a) poszerzania wiedzy o tkaniu i tkactwie, b) szlifowania zdobytych umiejętności tkackich, c) zdobywania nowych umiejętności tkackich. Walka ta lekka nie jest, więc oszałamiających postępów samorozwoju brak.

Najwięcej czasu poświęcam chyba teoretycznemu zgłębianiu tajemnic świata trasmattorów, o których napomknęłam w tym poście. Po obejrzeniu wieeeelu zdjęć, po odwiedzeniu licznych blogów oraz po wybiórczej lekturze książek "Rug Weaving Techniques" i "The Techniques of Rug Weaving" Petera Collingwooda (poznanego dzięki Alicji) przeszłam do etapu projektowania wzorów w programie komputerowym. Tym razem posługiwałam się programem Fiberworks PCW Silver. Program jest płatny, ale w wersji demo  aktywne są wszystkie funkcje, brak jedynie możliwości zapisywania  (i bodajże drukowania). Dlaczego nie WeaveDesign? Bo Fiberworks posiada funkcję, która umożliwia symulację tkanin typu weft-faced, czyli takich, w których wątek zakrywa osnowę (nie ma znaczenia rodzaj splotu). I dzięki temu w końcu zrozumiałam jak utkać wzór, który zatruł mi życie (żaliłam się  tu). Jeśli praktyka nie rozminie się z teorią, pochwalę się efektami :-).

Poza tym krosno stołowe doczekało się mechanizmu  unoszącego nicielnice, trzeba jeszcze wyregulować parę detali i powinno działać. "Parę detali" brzmi banalnie, ale wiem, że będą to czynności czasochłonne, niestety. 

Poza tym staram się gromadzić wiedzę na temat tkania lnu, który - jak wynika z lektury - rządzi się twardymi prawami i na kompromisy nie mam co liczyć. Mam nadzieję, że gdy się lepiej poznamy, współpraca  ułoży nam się bez większych wpadek  i zgrzytów.
 
A w międzyczasie  spróbowałam... wrzeciona! Dzięki Eli dysponuję pokaźną ilością wełny do wprawek. Oprócz wełny zostałam też przez nią obdarowana cennymi radami, za które serdecznie dziękuję. Przędzenie okazało się czynnością przyjemną i chętnie przy okazji będę się w nim doskonalić, ale wiem już, że nie połączy nas nic więcej oprócz sympatii. Prawdziwie głębokim uczuciem darzę jednak tkactwo :-).
Prezent od Eli. Ta niteczka to jej dzieło.

A tak w ogóle to ten post był tylko pretekstem, żeby dać na bloga jeden z moich ulubionych utworów jednego z moich ulubionych zespołów. Słuchałam go w 2010, gdy skonstruowałam wyjątkowo prymitywny pionowy warsztat tkacki - dawno bym o nim zapomniała, gdyby nie kojarząca mi się z tamtym okresem muzyka.


A jak już, to już, niech będzie jeszcze jeden utwór. Od przybytku podobno głowa nie boli :-)
Jeśli możecie, załóżcie słuchawki.


I jeszcze jedno - pozdrawiam serdecznie Czytelników z Getyngi ;-)!  Miło było Was tu gościć. Jeśli  jeszcze zajrzycie, zostawcie po sobie ślad :-)


niedziela, 10 marca 2013

Bardzo pracowicie - kompletnie bezproduktywnie

Tak właśnie mija mi czas - jak w tytule. Chodzę sfrustrowana, bo uważam cały ten naprawdę długi czas za stracony. Obiektywnie patrząc, to wcale go nie zmarnowałam, bo sporo się nauczyłam, ale jednak nie potkałam zbyt wiele i cierpię przeto.
Niestety, problemu swego i tak nie rozwiązałam - znalazłam w sieci zdjęcie rag ruga, który mi się spodobał, jednak ni cholery nie mogę dojść jak on jest utkany. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że diabeł tkwi w jakimś szczególe... Za cienka osnowa, za rzadka osnowa, zbyt gruba osnowa, za cienki wątek, za gruby wątek, niewłaściwy threading albo - nie daj Boże! - zbyt mało nicielnic?! Nie macie pojęcia jak mnie to dręczy, że nie mogę znaleźć przyczyny, dla której ciągle wychodzi mi coś innego niż zamierzony efekt.
Co gorsza, przez to kombinowanie, próbowanie, prucie cały czas mam zajęte krosno, a ja chcę tkać! Wniosek jest oczywisty - potrzebne mi drugie krosno. Może ktoś chce się pozbyć jakiegoś niedużego warsztatu? Może być taki :-P

Przyjmę pod swój dach, zadbam i pokocham. Jestem Loomynatic, to zobowiązuje ;-)