Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyczne porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyczne porady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2015

Zosia-samosia, czyli jak nawinąć osnowę bez pomagiera II

Pamiętacie Zosię-samosię? Zosia może sobie ułatwić życie jeszcze bardziej.
Wspomniana metoda nawijania osnowy, wykorzystująca różne poziome belki w krośnie do równego i silnego naprężenia osnowy, nadal niestety wymaga jakiegoś obciążenia, które co chwilę trzeba przesuwać. Nie lubię tego, irytuje mnie to i bardzo spowalnia pracę. Jest na to rada.
Pamiętacie męskie tkanie? Janis nie jest jedynym tkaczem, którego podziwiam. Myślę, że część z Was spotkała się już gdzieś w sieci z Andreasem Möllerem i Flying-8 - krosnem jego konstrukcji. Nie, nie będę budować nowego krosna :-). Ale za to wykorzystam inne pomysły tego uzdolnionego Niemca.
Na pierwszy rzut poszło proste i w prostocie swej genialne urządzenie, które autor nazwał "Der Beste Freund" i nie przesadził :-).
Jest to nieskomplikowana konstrukcja drewniana, dzięki której nawija się osnowę samodzielnie i BEZ ŻADNYCH BUTELEK Z WODĄ I INNYCH CIĘŻARKÓW!!! Widać, że się cieszę? :-).
Najlepszy Przyjaciel Tkacza wygląda tak:
Źródło: http://catanga.ch/news/16/29/Mai/

Zasada jego działania jest prosta, przypomina tension box. Podobnie jak w poprzednim sposobie wykorzystuje się w komplecie z NPT poziome belki krosna, żeby wzmocnić naprężenie osnowy i równomiernie je rozłożyć. Kilka linków, żeby sobie podejrzeć jak to wygląda u innych: Stockumer Wollwerkstatt, Weber Treff, Weberei Hamburg.
A u mnie wygląda to tak. Drabinka jest szeroka - tak na zapas i niestety zbyt rachityczna, ale tak to jest jak człowiek nie umie być cierpliwy :-). Gdybyście chcieli pokusić się o wykonanie takiej drabinki, użyjcie konkretniejszych listew niż moje. I najlepiej chyba byłoby je ze sobą skręcić. Moje są zbite i jedna z poprzeczek, ta na którą oddziaływała największa siła, została po prostu wyrwana. Nie przeszkadzało mi to w dalszej pracy, a przy okazji  uzmysłowiło jak mocno naprężona jest osnowa.
Nawinęłam w ten sposób szeroką osnowę o długości kilkunastu metrów. Nawinęłam ją szybko (przynajmniej w porównaniu z nawijaniem z obciążeniem) i nawinęłam ją dobrze. Było to moje pierwsze podejście, nie wiedziałam czego się spodziewać i szczerze mówiąc wyglądało to przerażająco. Obawiałam się, że podczas tkania nastąpi jeden wielki dizaster, ale przyjemnie się rozczarowałam. ŻADNYCH problemów.
Oto zdjęcia kolejnej osnowy nawijanej za pomocą NPT (zdjęcia robione w nocy, więc jakość-bylejakość).
nawijanie osnowy / weaver's best friend
nawijanie osnowy / weaver's best friend
Osnowa będzie nawinięta porządnie POMIMO bałaganu w nitkach widocznego na zdjęciach. Aczkolwiek bałaganu lepiej unikać.
 nawijanie osnowy / weaver's best friend
 nawijanie osnowy / weaver's best friend
 nawijanie osnowy / weaver's best friend

nawijanie osnowy / weaver's best friend
Końcówkę trzeba jednak już czymś obciążyć.

Oczywiście autorem nowej tkackiej zabawki jest mój Nadworny Inżynier. Czym obarczę go w następnej kolejności? Kto zgadnie?

piątek, 23 maja 2014

Splot skośno-krzyżowy

Tego posta próbuję napisać od czasu, gdy zobowiązałam się w odpowiedzi na komentarz Lady Altay pokazać rysunek tkacki splotu skośno-krzyżowego (nie jestem pewna czy to prawidłowa nazwa). Niestety, zaczął mi wychodzić pokręcony elaborat o splotach skośnych (bo sploty skośne to temat rzeka), więc ograniczę się może do obiecanego wzoru ;-).
Oto on:
rysunek tkacki splotu skośno-krzyżowego
Rysunek ten warto nieco zmodyfikować. Zmiany dotyczą:
• przewleczenia nicielnic - zamiast niewygodnego 1,2,4,3, użyjemy wygodnego 1,2,3,4,
• kolejności deptania podnóżów - zamiast ładnie wyglądającego na rysunku 1,2,3,4, użyjemy kolejności 1,4,2,3, która wygląda naprawdę dziwnie, ale w praktyce sprawdza się fenomenlnie
• sposobu powiązania nicielnic z podnóżkami - ta zmiana została wymuszona modyfikacją kolejności przewleczenia nicielnic oraz kolejności deptania podnóżków; gdybyśmy nie dostosowali wiązania, nie otrzymalibyśmy pożądanego wzoru.
Inspiracją do zmodyfikowania kolejności  deptania podnóżków był dla mnie post Peggy Osterkamp. Uwierzcie mi na słowo i sami spróbujcie o ile przyjemniej i płynniej tka się depcząc podnóżki w kolejności 1 (lewa noga),4 (prawa noga),2 (lewa noga),3 (prawa noga).
rysunek tkacki splotu skośno-krzyżowego

I jeszcze liftplan dla posiadaczy krosien stołowych bądź warsztatów z bezpośrednim łączeniem nicielnic z podnóżkami.
rysunek tkacki splotu skośno-krzyżowego
A gdyby ktoś chciał urządzić sobie dłuższą lekturę na temat splotów skośnych (i nie tylko), może zajrzeć np. do Leksykonu włókiennictwa Marty Michałowskiej

Leksykon włókiennictwa / sploty skośne
Marta Michałowska, Leksykon włókiennictwa, 2006, s. 358-359.

lub do  Struktur tkaninowych Janusza Szoslanda.

niedziela, 23 marca 2014

Zosia-samosia, czyli jak nawinąć osnowę bez pomagiera

Jeżeli jesteście, tak jak ja, w posiadaniu męża, który niekoniecznie pragnie brać udział w Cudownym Procesie Tkania Ręcznego, być może przyda się Wam ten post. Rzecz konkretnie dotyczy nawijania osnowy.
Wypróbowałam kilka metod i wydaje mi się, że znalazłam remedium na bolączkę jaką jest nawijanie osnowy bez pomocy. Znalazłam, ale nie wynalazłam - pomysł zaczerpnęłam z bloga Kristdala Vävstuga. W sieci można znaleźć podobne rozwiązania, ja wykorzystałam akurat to i szczerze tę metodę polecam, zwłaszcza osobom, które dysponują warsztatami tkackimi podobnej budowy.
A tak wyglądało nawijanie u mnie. Osnowa to podwójny len, szerokość w płosze 100 cm, nici rozdziela regan zamocowany na tylnym przewale. Łańcuchy miały być cztery, ale przy snuciu trzeciego się lekko zapomniałam :-). Nie miało to zresztą znaczenia podczas nawijania, ponieważ dwa węższe łańcuchy i tak obciążyłam razem.

nawijanie osnowy
 nawijanie osnowy
 nawijanie osnowy

Gdy zostało już zbyt mało osnowy, by ciągnąć ją przez górną belkę, wykorzystałam tylko przewały. I tu bardzo ważna rzecz: uważajcie na przewał, pod którym przechodzi osnowa (jeżeli macie podobne krosno). Gdy zbyt mocno obciążyłam osnowę (butelki z wodą + hantle), przewał wyskoczył z nacięć, w których jest umocowany. W przyszłości zamierzam go czymś obciążyć - może Szanownym Małżonkiem, hm... ;-) - żeby uniknąć podobnych komplikacji.
nawijanie osnowy
nawijanie osnowy

I teraz tkam :-). Osnowa nawinięta jest równo i mocno. Żyć, nie umierać. Tkać :-D.


niedziela, 5 stycznia 2014

Co warto wiedzieć o lnie

Pierwsze starcie ze lnem miałam sporo ponad rok temu. Chciałam spróbować jak mi pójdzie współpraca z delikatną przędzą. Na pierwszy ogień poszło to co miałam pod ręką - cienki, ale dosyć włochaty len. Dobrze, że nie rzuciłam się na jakiś szalony projekt, tylko niewielką próbkę, żeby zobaczyć jak się toto zachowa. No i zachowało się bardzo nieładnie.
Podczas snucia jeszcze jakoś się dogadywaliśmy, ale po zdjęciu osnowy ze snowadła zaczęły się problemy. Skręcanie, plątanie i mechacenie nici przy krzyżaku uniemożliwiające nawinięcie na wał całej osnowy, rwanie nitek, rozlazłe, brzydkie brzegi. Ale że jestem dzielna, nie załamałam się tylko wzięłam inną przędzę - jeszcze cieńszą, ale nie tak włochatą. Pomimo mniejszej ilości kłaczków, które mogłyby zatruć mi życie i zniszczyć osnowę, postanowiłam nie ryzykować. Gotową osnowę, zaplecioną w łańcuch zanurzyłam i pougniatałam w krochmalu. Taki klajster zwiększa wytrzymałość nici (stają się one bardziej odporne na tarcie podczas przesuwania płochy) i skleja te niesforne kłaczki. Nie powiem, miałam obawy co z tego wyjdzie, zwłaszcza, że po wysuszeniu osnowa stała niczym osławiona żołnierska skarpetka... Okazało się jednak, że nitki całkiem ładnie da się od siebie odkleić i w rzeczywistości wcale nie są takie sztywne na jakie wyglądają. Klejenie spełniło zatem swoje zadanie: nici podczas zakładania osnowy się nie zwijały i nie mechaciły.
Wielkie nadzieje pokładałam w tej tkaninie. Tak samo wielkie było moje rozczarowanie, gdy skończyłam tkać... Pokornie uznałam, że to jeszcze nie czas na len i najpierw muszę tkać z użyciem "łatwiejszych" przędz. Postanowiłam solidnie przygotować się do naszego drugiego starcia. Zaczęłam przekopywać Internet poszukując wiedzy o tym jak tkać ze lnianej przędzy. Informacji znalazłam dużo (czasami były sprzeczne!) na tkackich forach i blogach, a także w doskonałym repozytorium literatury tkackiej On-Line Digital Archive of Documents on Weaving and Related Topics. Uzbrojona w oręż wiedzy, ruszyłam do boju, a efekty moich zmagań można obejrzeć w tym poście.

Co warto wiedzieć o lnie? Co też on lubi, a czego nie? Najlepiej, żeby zainteresowani przestudiowali sobie źródła samodzielnie, dlatego poniżej załączam linki do paru przydatnych artykułów (należy oczywiście pamiętać, że nie wyczerpują one tematu - zachęcam do własnych poszukiwań), a ja  tymczasem zrobię wyciąg z ich treści. Zaznaczę jeszcze, że wszelkie moje poszukiwania koncentrowały się  na pojedynczej przędzy.
 
Najistotniejsze cechy, które decydują o tym jak należy - i nie należy! - obchodzić się z lnianą przędzą, brzmią: 1. len jest nieelastyczny, 2. len ma niewielką odporność na tarcie i stąd wynikają dwie podstawowe zasady jakich należy przestrzegać podczas całego procesu powstawania lnianej tkaniny: unikać naciągania i pocierania przędzy.
Jak zatem obchodzić się ze lnem?

- snuj osnowę bez jej naprężania, nić ma się prześlizgiwać między palcami; zalecane jest wręcz użycie metalowego haczyka/uchwytu, zamiast własnych palców (ilustracja haczyka znajduje się w linkach),

- wykonaj całą osnowę za jednym podejściem, bez dłuższych przerw w pracy,

- jeśli osnowa ma być szeroka,  lepiej przygotować ją w 2-3 osobnych częściach (tak, żeby jedna część nie przekraczała 50 cm szerokości),

- gotową osnowę warto poddać klejeniu, które polega na namoczeniu warkocza  np. w krochmalu czy w "glucie" z siemienia lnianego (krochmal tańszy, a różnicy w efektach nie zauważyłam); podstawowym zadaniem tego zabiegu jest zabezpieczenie nici osnowy przed przecieraniem, ale warto wiedzieć, że klejoną osnowę nie tylko łatwiej się tka, ale też zakłada na krosno,

- niektórzy nie zalecają zaplatania osnowy w warkocz,

- nie zaleca się zakładania osnowy  "front to back" ze względu na tarcie jakiemu są  poddawane nici podczas nawijania na wał,

- niektórzy zalecają raczej płochę niż regan do rozdzielania osnowy podczas nawijania,

- nawijając osnowę należy zwrócić wyjątkową uwagę na utrzymywanie jednakowego naprężenia wszystkich nici; nie powinno ono być bardzo mocne, za to należy zrobić wszystko, aby było równe,

- przekładać warstwy nawijanej osnowy listewkami lub grubym papierem (takim, który nie odkształci się pod wpływem nacisku nawiniętych nici) tak, aby nie dopuścić do zachodzenia na siebie nici z różnych warstw - to pozwoli uniknąć nierówności w napięciu nici, a także zbędnego tarcia,

- lepiej jest używać rzadszej płochy i przewlekać nici po 2-3 na szczelinę, dzięki temu osnowa jest poddawana mniejszemu tarciu,

- naprężenie osnowy podczas tkania powinno być możliwie najmniejsze (tyle, żeby uzyskać wystarczająco duży przesmyk),

- naprężenie osnowy powinno podczas tkania być cały czas takie samo, należy je odpowiednio regulować,

- jeżeli popełnicie błąd w tkaniu, lepiej jest przeciąć i delikatnie usunąć wątek niż go pruć,

- jeżeli odchodzi się od krosna na dłużej, koniecznie należy zmniejszyć naprężenie osnowy,

- niektórzy zalecają zwilżać osnowę podczas tkania np. poprzez kładzenie na niej wilgotnego ręcznika, inni twierdzą, że nie jest to konieczne (bo w gruncie rzeczy nie jest) o ile w pomieszczeniu, w którym była magazynowana przędza i odbywa się tkanie panuje właściwa wilgotność powietrza; zwilżona przędza lniana nabiera odrobinę elastyczności oraz odporności na tarcie,

- gotową tkaninę należy wyprać w gorącej wodzie z mydłem, nie wykręcać "na chama", nie odwirowywać (jeden szal tak potraktowałam i odgnieceniom nie dało rady ani żelazko, ani magiel),

- nowa tkanina lniana może rozczarować tkacza - jest sztywna (nawet po wypraniu z klejonki) i szorstka; nie należy się załamywać i porzucać lnu; tkanina taka w miarę użytkowania, prania, prasowania, maglowania będzie nabierała miękkości i delikatności (widziałam u Ali ręcznik tak delikatny, że można by niemowlę nim wycierać); zdecydowanie polecam maglowanie, moim zdaniem działa cuda,

- najlepsze do tkania lnu są duże krosna, które mają dużą odległość między przodem a tyłem.

ręcznie tkany lniany szal huck lace


Przydatne linki (starałam się, wierzcie mi, ale nie byłam w stanie zrobić porządnych opisów bibliograficznych):
Linen, "Master Weaver", nr 20, 1955
How Not to Weave Linen, "Master Weaver", nr 1, 1951
Tod, Osma Gallinger, Suggestions on the Use of Linens in Hand Weaving
Rosner, Joy, Swatch Page - Working with Linen, "Minnesota Weaver", vol. 1 nr 9, 1976
"The Weaver Journal" (cały numer poświęcony tematowi)
Warping up linen
Weave with linen
http://weavolution.com/forum/weaving/linen-warp-question-27866
http://mytextilenotes.blogspot.com/2009/08/care-of-linen-fabrics.html
http://peggyosterkamp.com/2011/06/tensioning-linen-warps/

piątek, 30 sierpnia 2013

Gdzie kupować, czyli koszmar polskiego tkacza

Kto próbował, ten wie - uprawiać tkactwo w Polsce  łatwo nie jest. Trzy lata temu, gdy szukałam krosna nie było nic, poza nielicznymi, potężnymi, starymi warsztatami na Allegro, do których musiałabym kupić jeszcze stodołę... Obecnie sytuacja wygląda nieporównywalnie lepiej, ale nie myślcie, że to znaczy, że dobrze. Do niedawna podstawowym problemem był brak towaru, teraz na pierwszy plan wysuwają się nieprzyjazne ceny...
Gdzie zatem można nabyć sprzęt tkacki w Polsce?

1. Sprzedaż krosien i akcesoriów tkackich prowadzi sklep Hobby-Wełna. Robiłam w tym sklepie zakupy kilkakrotnie i szczerze mogę go polecić - klient czuje, że jest "nasz pan" ;-). Właścicielka jest sympatyczna, pomocna, uczciwa i ma pewnie jeszcze parę innych zalet :-). Owszem, ceny są wysokie, ale... takie po prostu są ceny NOWEGO  sprzętu tkackiego. Hobby-Wełna dystrybuuje produkty firm Glimakra oraz Kromski i Synowie.
Zainteresowani produktami Glimakry, których nie ma w Hobby-Wełna, mogą zajrzeć na stronę firmy  i zapoznać się z ich pełną ofertą (nie należy korzystać ze strony http://glimakrausa.com/). Z moich doświadczeń wynika, że nie ma kłopotu ze sprowadzeniem dodatkowych akcesoriów.
sklepy tkackie / akcesoria tkackie / hobby-wełna


2. Firma Kromski i Synowie sprzedaje krosna typu rigid heddle: Harfa i Fidel oraz bardka. Kompletną ofertę można obejrzeć na stronie firmy. Szkoda, że by poznać cenę interesującego nas produktu musimy wysłać w tej sprawie zapytanie.
sklepy tkackie / akcesoria tkackie / kromski

3. Świeżynka na rynku - Antik. Sklep w swej ofercie ma używane krosna i akcesoria tkackie pochodzące ze Szwecji. Dostawy są rzadkie, nieregularne i nigdy nie wiadomo co "rzucą". Warto zatem systematycznie zaglądać do sklepu, bo ceny są znacznie przystępniejsze niż ceny nowego sprzętu. Należy jednak pamiętać, że krosna są używane, dobrze więc jest się  upewnić czy nie mają jakichś poważniejszych usterek lub braków, z którymi nie będziemy potrafili sobie poradzić.
sklepy tkackie / akcesoria tkackie / antik

4. Zakład Stolarski Wiktor Zacharewicz - polski producent krosien poziomych podnóżkowych, pionowych (również podnóżkowych o ile dobrze widzę na zdjęciu; przeznaczone do tkania gobelinów) i poziomych stołowych. Na stronie firmy podane są wymiary wszystkich oferowanych warsztatów, brak cen. Ponad dwa lata temu kontaktowałam się z właścicielem, wówczas cena krosna poziomego podnóżkowego o szerokości roboczej 64 cm wynosiła... 4.500 zł. Moim zdaniem to bardzo dużo, zważywszy na to, że krosno jest dwunicielnicowe. Nie wiem jak jest na chwilę obecną.
sklepy tkackie / krosna tkackie / zacharewicz

5. Wiem, że krosna buduje i sprzedaje pan Stanisław Bałdyga, mąż znanej tkaczki i nauczycielki tkactwa pani Anny Bałdygi. Niestety na tym moja wiedza się kończy. Nie mam pojęcia gdzie i na jakich zasadach można nabyć owe krosna. Być może informacjami na ten temat zechcą się podzielić koleżanki, które miały przyjemność poznać panią Annę i jej męża i wiedzą więcej ;-), wyedytujemy sobie wówczas tego posta.

6. Allegro - warto tam zaglądać, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość i być w czepku urodzonym, żeby kupić coś dobrego w przystępnej cenie; najczęściej pojawiają się wspomniane już stare olbrzymy, do których trzeba nabyć jeszcze odpowiednią nieruchomość ;-) . Są jeszcze ramki - mniejsze i większe - ale uwaga! ramki służą do tkania gobelinów, a nam nie o to chodzi. Na pewno warto monitorować literaturę tkacką; poza polskimi, starymi wydawnictwami, można na Allegro kupić także nowe anglojęzyczne książki o tkactwie, ale dobrze jest dokładnie wiedzieć jakiej pozycji się szuka, w przeciwnym razie można utonąć w morzu wyników wyszukiwania, które nijak się będą miały do naszych oczekiwań.

7. ebay - można poświęcić czas na poszukiwania, jeśli ma się go dużo, wie się mniej więcej czego się chce i dysponuje się fiolką relanium, które przyda się w chwili wielkiego emocjonalnego uniesienia, gdy przekonujemy się, że kolejne za!@#$%^&*e krosno w niezłej cenie... można sobie osobiście odebrać w jakimś miasteczku w Dakocie Południowej. Nikt nie mówił, że emocje będą pozytywne ;-). A tak serio, na żadnym ebayu nie znalazłam dużych krosien, których nie trzeba by odbierać osobiście. Nieliczne mniejsze krosna miały opcję wysyłki, ale chyba nigdy do Polski (może nowe Ashforda miały...). No i nie marnujcie czasu na polskiego ebaya.

8. blocket.se - taka szwedzka "tablica". To tylko dla ludzi o żelaznych nerwach. Opór, opór krosien w cenach takich, że człowiek pięć razy sprawdza kurs korony szwedzkiej, bo nie może uwierzyć w to co widzi. A żelazne nerwy przydadzą się, gdy ochłoniemy z pierwszej euforii i przekonamy się, że od wymarzonego warsztatu za pół darmo dzieli nas jeszcze kawał drogi i Bałtyk...
Skąd tyle tego dobra?  W latach 80. ubiegłego wieku tkactwo ręczne stało się w Szwecji niezwykle popularnym hobby, a należy pamiętać, że mówimy o kraju, w którym tradycje tkackie były i bez tego "boomu" niezwykle silne i żywe. Na fali tkackiego renesansu wiele osób nabyło warsztaty, akcesoria, włóczki, ale wiadomo jak to bywa - zainteresowanie tkactwem nie u wszystkich przetrwało próbę czasu (można o tym przeczytać u Maliz). No i mają Szwedzi pochowane po stryszkach, po piwnicach, po szopkach skarby, które sprzedają za bezcen, a dla nas są one... bezcenne.

9. Portale ogłoszeniowe, np. tablica.pl i inne takie. Co tu dużo gadać - zdesperowany poszukiwacz krosien poświęci czas na przeszukiwanie ofert, ale sytuacja ma się podobnie jak z Allegro.

EDIT:
10. W tym miejscu można kupić płochy
Informacja z komentarza bei: 2 lata temu, kiedy nie było w Polsce Glimakry, można je było zamówić w firmie Artech z Łodzi: http://www.zat-artech.com.pl/met05.html
Ceny porównywalne z cenami Glimakry u Agnieszki Jackowiak,
plus: więcej parametrów można sobie dopasować, bo płochy są robione na indywidualne zamówienie
minus: trzeba się przegryźć przez rysunki techniczne i dogadać z wykonawcą
Kiedyś mieli też metalowe nicielnice.


11. Zagraniczne sklepy internetowe
- http://www.artifilum.com - francuski (z angielskim menu); z komentarza fanaberii: Właścicielka przesympatyczna. Miejsce rzetelne, są i krosna, i kołowrotki, i nici do tkania. Niestety, ceny europejskie. Z przesyłką międzynarodową nie ma problemu
- http://www.myfineweavingyarn.co.uk - angielski sklep z przędzami; z komentarza fanaberii: Angielki je sobie polecają
- http://www.handweavers.co.uk- angielski sklep z przędzami; z komentarza fanaberii: Angielki je sobie polecają
Koniec EDITY ;-)

Trzeba zaznaczyć, że choć zaczyna małymi kroczkami powstawać  w Polsce rynek akcesoriów tkackich, brakuje na nim przędz dedykowanych tkactwu ręcznemu właśnie. Ratujemy się tym co jest ;-)

PROŚBA I
Jeżeli znacie inne źródła - sprawdzone albo rzekome - dajcie znać.

PROŚBA II
Jeśli coś jest w treści moich postów nie tak, coś  warto dodać, uzupełnić o jakieś informacje albo w ogóle w czymś nie mam racji, z czymś się mylę - jak najbardziej proszę zwracać mi uwagę! Uczono mnie, że lepiej w ogóle nie informować niż dezinformować.

środa, 28 sierpnia 2013

Co mi będzie potrzebne?


Zazwyczaj jest raczej tak, że chcemy tkać i nawet nie wiemy skąd to pragnienie się wzięło. Mamy mgliste wyobrażenie o tym czym jest krosno i wiemy, że wełnę się "jakoś przeplata". Niewielkie jest prawdopodobieństwo, że ktokolwiek zaczynał swoją przygodę z tkactwem posiadając bogatszą wiedzę na ten temat.
Stali bywalcy bloga nie znajdą pewnie przyjemności w czytaniu tego posta, ale trafiają tu także osoby zadające sobie pytanie "co mi będzie potrzebne do tkania?" (pytanie ze statystyk blogera, odrobinę tylko poprawione) i na to pytanie spróbuję odpowiedzieć. A stałych bywalców proszę o uzupełnienie, jeżeli coś pominę :-).

Włóczka. Podstawa całego procesu tkackiego. Za włóczkę mogą robić tradycyjne przędze (wełniane, bawełniane, lniane, jedwabne i inne), a także wiele innych, mniej konwencjonalnych materiałów, np. skóra, folia plastikowa, guma, papier, szmaty, taśmy magnetowidowe - jeżeli ktoś jeszcze takowe posiada :-).  
Krosno. Naszą włóczkę musimy umieścić na jakimś warsztacie, który umożliwi nam  wymarzone tkanie. Idę o zakład, ze większość rozmarzonych chciałaby mieć krosno poziome podnóżkowe, ale taki sprzęt zajmuje sporo miejsca i należy oczywiście do najdroższych. Dla większości z nas te dwa czynniki dyskwalifikują tego typu warsztat na samym starcie. Poza tym na początek takie krosno może być zniechęcające, jeżeli nie mamy pod ręką kogoś kto pomoże nam zrozumieć budowę i mechanizm działania. Dlatego warto zainteresować się innymi dostępnymi warsztatami.
Krosna stołowe zajmują znacznie mniej miejsca, a dają niemal tyle samo możliwości co duże warsztaty poziome. Ograniczenie dotyczy nie liczby nicielnic, a "ciężaru" tkaniny -  po prostu na takim warsztacie ciężko byłoby utkać np. chodnik, bo nie nie można z wystarczająca siłą dobijać wątku.
Dobrym rozwiązaniem na początek jest krosno typu rigid heddle. Mamy nawet "swojego", polskiego producenta takich warsztatów,  firmę "Kromski i Synowie". Rigid heddle loom z jedną siatką (pełniąca funkcję płochy, nicielnic i bidła) pozwala tkać w splocie płóciennym. Po dodaniu drugiej siatki możemy zakosztować przyjemności splotu skośnego (na trzy nicielnice) oraz tkaniny dwuosnowowej.
A jeśli chcemy wydać jak najmniej i lubimy mieć przedmioty DIY sporo satysfakcji może dać krosno backstrap. Kopalnię wiedzy o backstrapie i tkaniu na nim stanowi ten blog.
Jest też oczywiście popularne bardko lub tabliczki czy mniej popularny inkle loom  albo zgoła nieznany bandvävstol do tkania krajek.


Mamy już krosno, teraz pora na różnorakie akcesoria tkackie.
Snowadło* - to urządzenie służące do przygotowania osnowy. Może mieć postać ramy z kołkami (umożliwia snucie osnowy długości od kilku do kilkunastu metrów) lub ramy obracającej się wokół własnej osi (w położeniu pionowym lub poziomym), która umożliwia przygotowanie bardzo długich osnów. 
Czółenko - umożliwia szybkie i wygodne przerzucanie wątku przez przesmyk.
Haczyk* - do przewlekania nitek osnowy przez płochę lub siatkę rigid heddla. Niektórzy używają haczyka także do przewlekania nitek przez struny nicielnicowe.
Nawijarka* - służy do nawijania wątku na cewki, które umieszcza się w czółenku łódeczkowym. Niektórzy w charakterze nawijarki potrafią wykorzystać wiertarkę.
Rozpinacz - po informacje o tym narzędziu zapraszam tu.
Struny nicielnicowe - to te nitki z "oczkiem", przez które przechodzi nić osnowy, nazywane czasami błędnie nicielnicami (nicielnice to listewki lub ramy, na które zakłada się struny nicielnicowe). Choć wydaje się to oczywiste, że powinny być w zestawie z krosnem, możemy się czasem zdziwić. W razie czego można sobie je dorobić (ja używam do tego grubej nici bawełnianej), a tu podpowiedź jak to zrobić.
Płocha, grzebień - bez płochy tkać się nie da. Płochy mają różną gęstość i trudno mówić o uniwersalnej; do najpopularniejszych należą te o gęstości 8, 10 i 12 szczelin na cal (co w przybliżeniu odpowiada 30, 40 i 50 szczelinom na 10 centymetrów). Warto wiedzieć jak oznaczane są płochy, gdyż różni producenci mogą posługiwać się różnymi jednostkami. Jeśli oznaczeń brak lub są niezrozumiałe - linijka nam pomoże w ustaleniu parametrów płochy.

Decydując się na zakup, warto się zastanowić nad tym co chce się tkać, jaki warsztat będzie do tego celu najodpowiedniejszy, jakie dodatkowe akcesoria są mi niezbędne, a bez jakich mogę się obejść, np. jeśli zamierza się tkać krajki, nie ma sensu wydawać pieniędzy na duże, skomplikowane krosna, zbędne będą też czółenka łódeczkowe, a jeśli zamierza się tkać chodniczki, warto zainwestować w solidne krosno podnóżkowe i rozpinacz.

Coś pominęłam?


Długo się zastawiałam czego chcę dziś posłuchać. Proces decyzyjny zajął mi ok. 50 minut (ach! decyzje! czy wspominałam już, że mam problem z podejmowaniem decyzji?). Proszę docenić poświęcenie ;-). I posłuchać...

----------------------------
EDIT (z komentarzy bei, fanaberii i Lady Altay):
* Snowadło - nie trzeba mieć od razu snowadła. Można sobie gdzieś przykręcić kołek/ kilka kołków i ciągnąć osnowę przez pół mieszkania. Trudniej jest utrzymać takie samo napięcie nitek, ale przy węższej tkaninie da radę.
* Snowadło - Ja tylko dorzucę, apropos snucia, że nie trzeba ciągnąć przez pół domu :D Ja umieszczam ściski stolarskie wokół stołu (przykręcam na brzegach), jakby kołki na ramie i snuję właśnie analogicznie do ramy, po tych ściskach w poprzek stołu :) Czasem coś się nierówno naciągnie, ale rozwiązanie jest typu "Pomysłowy Dobromir nie ma miejsca na porządne snowadło" i jakoś działa :) 
* Nawijarka - wiertarka jednak nie jest idealnym zastępnikiem - w niej jest inne przełożenie niż w nawijarkach, więc polecam ostrożność, bo można spalić silnik (wiem, co mówię ;))
* Nawijarka - jako nawijarki używam kołowrotka do przędzenia wełny. Sprawdza się naprawdę doskonale. 
* Haczyk jest bardzo przydatny, ale jak go nie ma, dobrze się sprawdza przy przewlekaniu przez płochę mały nożyk (no chyba że mamy bardzo delikatną osnowę, ktorą nożyk mógłby uszkodzić)

niedziela, 4 sierpnia 2013

Osnowę warto czasem... zasznurować

Są czynności związane z tkactwem, których nie lubię. A są też takie, których szczerze nie cierpię. Nie cierpię wiązać osnowy. Pół biedy, gdy nie jest szeroka, a przędza jest elastyczna (to przede wszystkim),  no ale czasami chcemy utkać coś szerszego z czegoś mało elastycznego, prawda?
Przetestowałam ostatnio nowy sposób wiązania osnowy i wydaje mi się, że znalazłam lekarstwo na mój ból. Metodę podpatrzyłam u Ann, autorki bloga Weaving For Fun  (coś podobnego, ale z użyciem sznurka Texsolv, widziałam na FB, jednak  nie wypróbowałam tego sposobu - jakiś niezrozumiały dla mnie był jego opis).

Pęczki nici nie są przywiązywane bezpośrednio do listwy - mocuje się je używając płaskich sznurowadeł z tworzywa sztucznego. Być może coś innego niż sznurowadła też zdałoby egzamin, ale nie próbowałam.
Przywiązałam w ten sposób trzy osnowy (dwa rodzaje nici) i jak na razie nie mam zastrzeżeń. Osnowa jest napięta, a sznurowadła nie luzują się. Bardzo łatwo jest regulować naprężenie poszczególnych pęczków nici.

Tak wyglądały moje osnowy po "zasznurowaniu", a jak je sznurować polecam obejrzeć u Ann.
wiązanie osnowy
 wiązanie osnowy
 Mam nadzieje, że kolejne próby ze sznurówkami  okażą się równie udane.

wtorek, 26 lutego 2013

Masz cztery nicielnice i nie wiesz co dalej? Zaszalej!

Czy ktoś jeszcze tak jak ja znalazł się w położeniu szczęśliwego posiadacza krosna z czterema nicielnicami, który nagle przystanął przed swoim cudem i zadał sobie pytanie: i co dalej?
Jeśli tak, ten post może być pomocny. Miło będzie, jeśli przyda się także tkaczom w innym położeniu ;-).
Cztery nicielnice pozwalają nam na tkanie splotem skośnym (ang. twill), a to znaczy, że otwiera się dla nas naprawdę bogaty świat wzorów. Żeby lepiej zapoznać się z możliwościami jakie daje rzeczony twill, może warto utkać tzw. twill gamp (konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi dlaczego nazwano to o czym chcę powiedzieć "gamp"), który może wyglądać np. tak:

Uprzedzę ewentualne pytania: nie, nie utkałam twill gampa; cały czas jestem w fazie "muszę się za to wziąć" (przeraża mnie długość listy tych "muszę się"...).

A zatem, nasz twill gamp to tkanina, która pozwala tkaczowi zapoznać się z meandrami splotu skośnego. Jeśli przypomina Wam sampler z jednego z pierwszych postów, który pokazywał możliwości jakie daje zabawa kolorem przy użyciu splotu płóciennego, to słusznie. Różnica między nimi jest jednak zasadnicza: pierwszy z nich "bawi się" wzorem wynikającym z zastosowania kombinacji kolorów w osnowie i wątku przy niezmiennym splocie, drugi zaś zachowuje kolor osnowy i wątku, ale zmienia się splot, czyli układ nici w strunach nicielnicowych (ang. threading) i kolejność deptania podnóżków (ang. treadling). Taki gamp pozwala nam poeksperymentować dowolnie z wszelkimi pochodnymi twillu.
Jak wygląda budowa gampa? Na osi poziomej rysujemy sekwencjami w jaki sposób przewlekać nici przez struny nicielnicowe i w takiej samej kolejności odzwierciedlamy ten rysunek na osi pionowej, która prezentuje kolejność deptania podnóżków. Rysujemy wzór  "na nicielnicach" według następującego schematu: 1234, 1234, 1234 (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to zapraszam do tego posta), a następnie dokładnie ten sam schemat powtarzamy "na podnóżkach". Potem zaznaczamy granicę między naszymi prostokątami i wygląda to np. tak:

I możemy brać się do kolejnego schematu, np. 123432, 123432, 123432. Oto efekt:
 I tak dalej... Oczywiście nie musimy zaczynać od 1234, możemy od jakiej chcemy kombinacji. To ma być nasz gamp, który się nam podoba, którego tkanie daje radość i satysfakcję, i który ma NAM służyć. Zatem hulaj dusza! Należy tylko pamiętać o tym, żeby nie robić tak jak to pokazuje schemat trzeci, czyli dwie lub więcej nitek obok siebie lub dwa lub więcej podnóżków obok siebie. Da się tak tkać, ale zdecydowanie nie służy to tkaninie :-).

Gamp, który widzicie poniżej (w dwóch częściach, bo inaczej nie byłam w stanie zrobić zrzutu ekranu), może posłużyć za punkt wyjścia, bo do tkania to on się jeszcze nie nadaje.

Twill gamp WVD (format pliku czytelny dla WeaveDesign)

Jeśli więc zechcecie się pobawić oto na co musicie zwrócić uwagę:
• prostokąty są nierówne, wymagają "dopieszczenia",
• białe linie między prostokątami muszą być wypełnione nitkami; teraz są puste i nie chodzi o brak koloru, a o brak zaznaczonej nicielnicy; myślę, że w rzeczywistości warto tam wstawić więcej niż jedną nitkę (2-4?), ale to już zależy od wielkości całej tkaniny, rozmiaru prostokątów i własnego widzi-mi-się.

Jedna ważna uwaga: jeśli pierwszy raz bierzesz się z twillem za bary, pamiętaj o używać tzw. floating selvedges. Są to nitki brzegowe, które przechodzą przez płochę, ale nie przez struny nicielnicowe. Tak wyglądają floating selvedges po utworzeniu przesmyku: ani się nie unoszą ani nie opadają:
Są one niezbędne do "łapania" wątku. Jeśli ktoś chce sprawdzić o co chodzi, niech spróbuje tkać bez nich - sprawa szybko stanie się jasna. Nitki te można normalnie nawinąć na wał tak jak i resztę osnowy lub puścić je luzem z jakimś obciążeniem. Dziadkiem do orzechów? Otwieraczem do butelek? Woreczkiem z ołowianymi ciężarkami? Plastikowymi pudełeczkami po soli emskiej wypełnionymi czymś ciężkim? ;-) To co widać na środku zdjęcia to nie FS, tylko dorobiona nitka, którą też trzeba było obciążyć, bo nie była nawinięta na wał.


Wracając do gampa. Jak już wyprodukowałam ten wpis, to nabrałam większego apetytu na takiego (i inne!), ale na razie dołożę go do listy "muszę się", bo teraz w głowie mam co innego.
Baz mnie rozumie :-D
Z mojego "trasmattor everywhere" na razie niewiele wychodzi, bo nie podobają mi się efekty, ale nic to - pruję i kombinuję dalej.

Dzisiejszy wpis sponsorowała, a... tfu... inspirowała urocza, a w uroku swym bezkonkurencyjna, Kate Bush w roli udręczonej Cathy.




czwartek, 21 lutego 2013

Preludium do szmaciaka

Sorry za to "preludium" ;-). Brzmi jeszcze gorzej niż "szmaciak na cztery nicielnice", ale przynajmniej utrzymałam muzyczny klimat (no bo mi się ten "szmaciak na" z "Arią na strunie g" kojarzy, nic nie poradzę).
Będzie krótko i treściwie o przygotowaniu szmat: szmaty musimy pociąć. Można to zrobić nożyczkami, ale to długotrwałe i często bolesne zajęcie. Znacznie łatwiej i szybciej będzie, jeżeli użyjemy noża krążkowego (rotary cutter) z wymiennymi ostrzami.

 Jest to narzędzie wyglądajcie niewinnie, ale gdy biorę je do ręki robię się nerwowa i nachodzą mnie różne wizje okaleczeń - ten nóż jest tak ostry, że pewnie kość by ciął, brrr... Robota z nim postępuje bardzo szybko. Noży tych nie można używać na twardej powierzchni, bo szybko się stępią. Odpowiednia będzie specjalna mata do cięcia lub inna miękka, płaska powierzchnia; ja używam niewielkiego blatu od zniszczonej ławy.

Jak tniemy? Ano tak, żeby paski były jak najdłuższe.

1. Paski, których nie będziemy zszywać - końcówki ścinamy na kształt trójkątów, żeby nam ładnie jeden koniec na drugi w przesmyku nachodził. Zalety: ładnie układający się wątek, bez wybrzuszeń w miejscu łączenia się pasków; wady: trzeba sporo cierpliwości, żeby upychać w przesmyku krótsze paski używając głównie rąk.
2. Paski, które będziemy zszywać - końcówki prostokątne. Zalety: wątek o pożądanej przez nas długości, wygodnie nawinięty na czółenko; wady: niewielkie wybrzuszenia w miejscu szycia pasków.


A zszywamy tak:
1. Nakładamy pasek jeden na drugi, tak jak to widać na zdjęciu. Dolny pasek jest na prawej stronie, górny na lewej (oczywiście nie musimy w ten sposób, jak kto woli).


2. Zszywamy paski po przekątnej.





3. Po zszyciu wszystkich pasków odcinamy nitki i zbędne trójkąciki materiału.

4. A tak wygląda "prawa" strona zszytego paska. Dzięki ułożeniu pokazanemu na zdjęciu nr 1 cały pasek ma prawą stronę po prawej stronie (nie chce mi się tego inaczej formułować, wybaczcie).


3. Pasek wycięty "techniką z zawracaniem". Mamy jeden, długi pasek, unikamy zszywania, ale w miejscach zakrętów jest więcej materiału, który jest widoczny w tkaninie. A zatem coś za coś, w tym wypadku długi pasek za bąble. Zalety: wątek o pożądanej przez nas długości, wygodnie nawinięty na czółenko; wady: wybrzuszenia w miejscu "zawracania".
Materiał rozcinamy do końca co drugie nacięcie. I tak po obu stronach
Ja preferuję zszywanie. A wy?

Jest jeszcze technika uzyskiwania jednego paska z toreb foliowych tudzież innych materii w kształcie tuby. Fajna metoda, ale opiszę ją innym razem, bo nie zrobiłam zdjęć. Zresztą może warto osobno napisać o tkaniu z użyciem plastiku. Warto?

A muzycznie obcuję z nową płytą Nicka Cave'a & the Bad Seeds. Ciekawe jakie tkaniny tkałby Cave, gdyby był tkaczem, a nie muzykiem...







środa, 6 lutego 2013

Rozpinacze

Na  "Manię Tkania" trafił ktoś kto szukał odpowiedzi na pytanie jak używać rozpinacza. Postaram się napisać co mi na ten temat wiadomo, aczkolwiek uprzedzam, że moje własne doświadczenia z rozpinaczem są na razie niewielkie.

Rozpinacz lub rozpinka (ang. temple, stretcher) składa się z dwóch części połączonych ze sobą w sposób, który umożliwia regulację długości rozpinacza, tak by dopasować ją do szerokości tkaniny. Rozpinacze mogą być drewniane lub metalowe. Zasada ich działania jest identyczna, różnią się kątem pod jakim wystają z nich szpilki napinające tkaninę. W drewnianych rozpinaczach szpilki są niemal równoległe w stosunku do listewki. W metalowych rozpinaczach ten kąt jest znacznie większy i dlatego te rozpinacze sprawdzają się przy tkaniu grubszych materii, np. szmaciaków. Generalnie można powiedzieć, że drewniane rozpinacze są do delikatniejszych, cieńszych tkanin, a metalowe do grubszych.

Jak założyć rozpinacz?
1. Przede wszystkim należy odpowiednio go wyregulować. W tym celu rozpinamy rozpinacz i przykładamy go "do góry nogami" do płochy.


Szerokość ustalamy na podstawie szerokości osnowy przechodzącej przez płochę, nigdy na podstawie fragmentu utkanego materiału, to ważne.
Według różnych źródeł rozpinacz należy przymierzać do płochy w następujący sposób:
- tak, żeby skrajna nić osnowy znalazła się w mniej więcej połowie długości zębów,
- tak, żeby drewniany koniec rozpinacza wychodził poza skrajną nić osnowy na ok. 3-6 mm,
- tak, żeby drewniany koniec rozpinacza wychodził tuż poza skrajną nić osnowy, 
- tak, żeby ostre końcówki zębów znajdowały się na wysokości skrajnej nici osnowy.


W sumie wszystkie te metody dają zbliżony efekt i prawdopodobnie kilkukrotna praktyka pozwoli nam wybrać sposób najbardziej nam odpowiadający. Istotne jest, by po założeniu rozpinacza na tkaninę jej szerokość nie przekraczała szerokości osnowy w płosze. Może być węższa, ale nigdy szersza.

2. Sprawdzamy które dziurki w listewkach się pokrywają i mocujemy w nich metalowy bolec. Jeżeli poprawnie wykonaliśmy te czynności, to do końca tkania danej tkaniny, nie będziemy już nic zmieniać w ustalonej szerokości.


 


3. Rozpinacz zakładamy na tkaninę tak szybko, jak tylko pozwala nam długość tkaniny. Słowo "długość" może być trochę mylące, bo tkaniny w momencie zakładania rozpinacza będzie jeszcze bardzo niewiele, właściwie tyle, żeby dało się w nią wbić kilka zębów rozpinacza. Nie czekamy dłużej, bo jeśli brzegi zaczną nam się "zbiegać", już tego nie odwrócimy, zostaje jedynie spruć fragment - przegwizdane.

4. Ząbki rozpinacza wbijamy w tkaninę jak najbliżej brzegów, tak żeby zahaczały one o 1-3 nitki i tak blisko górnej granicy naszej tkaniny (czyli ostatniego przerzutu wątku) jak to tylko możliwe.

5. Rozpinacz przesuwamy bardzo często: co 2-2,5 cm. To denerwujące i spowalniające pracę, ale konieczne. W przeciwnym razie rozpinacz nie spełni swego zadania, będziemy się wkurzać, że musimy go przesuwać, co nieco wybija z rytmu pracy, a brzegi i tak się nam "zbiegają".

Po co rozpinacz?
Nie myślcie, że sam rozpinacz, nawet poprawnie założony, zapewnia idealne brzegi. Niestety, ale nie. Z pewnością ułatwia wykonanie estetycznych, gładkich brzegów, ale jego podstawowym zadaniem jest zminimalizowanie "zbiegania" (draw-in) się brzegowych nici osnowy i - w efekcie - zapobieganie ich zrywaniu. Rozpinacz nie zapobiegnie zwężaniu tkaniny wynikającej z wrobienia  (take-up). Kiedy zdejmiemy gotową tkaninę z krosna, ona po prostu trochę się skurczy. Jak bardzo, to zależy od włóczki, techniki tkania, napięcia osnowy, rodzaju splotu, gęstości tkaniny... To "wstąpienie" uwzględnia się już na etapie obliczania osnowy i wątku; jest ono normalnym zjawiskiem w tkactwie.

A na warsztacie? Szmaty.





 A na uszach? Podróży sentymentalnej mi się zachciało i posmutniałam jakoś...