Uznałam, że wolę inwestować pieniądze w przędze, a czas w tkanie, więc zamiast kupować nowe łóżko lub kombinować co zrobić ze zniszczoną tapicerką, po prostu utkałam narzutę :-D.
Na moją narzutę potrzebowałam 11 metrów osnowy szerokiej na 50 cm. Tkaninę pocięłam na 5 paneli i zszyłam (mimo dwukrotnego mierzenia materiału pomyliłam się i musiałam później jeden panel dosztukowywać, wrrr...). Zastosowałam splot skośno-krzyżowy, wypróbowany wcześniej przy chuście.
Ponieważ musiałam zostawić zapas na szwy, postanowiłam przy tej okazji przetestować brzegi tkane splotem panama (ang. basket). Dzięki temu dużo łatwiej zszywało się panele, gdyż granica między właściwą tkaniną a zapasem była wyraźnie widoczna. Drugim plusem było uniknięcie floating selvedges, co czyni tkanie jeszcze przyjemniejszym.
Czego żałuję, to, że nie nie zagęściłam osnowy na brzegach, co ułatwiłoby równe dobijanie wątku, ale rozpaczać nie zamierzam, bo łóżko i tak wygląda teraz o niebo lepiej :-).
![]() |
| Pojedynczy panel |
![]() |
| Zapas na szwy tkany splotem panama |
![]() |
| Asystentka mnie nie opuszcza... |




