Jakiś czas temu zaproponowano mi utkanie chusty do noszenia dziecka. Ponieważ swego czasu sama myślałam o takiej chuście dla siebie i Asystentki, a poza tym lubię tkackie wyzwania, ochoczo wzięłam się z tematem za bary.
Naoglądałam się wielu cudownych zdjęć - okazało się, że świat "handwoven baby wraps" jest ogromny i bogaty. Trudniej jednak o rzeczowe informacje techniczne. Owszem, można się ich doszukać, jednak przypomina to szukanie zawieruszonego haczyka do przewlekania płochy - wiesz, że na pewno gdzieś jest, ale, do diabła, gdzie? ;-)
Przędza bawełniana, niemerceryzowana, gęstość osnowy 32 epi, szerokość w płosze ok. 80 cm, nitek 1030, splot skośny łamany. Tkanina jest warp-dominant, czyli pokazuje więcej osnowy niż wątku. Największym wyzwaniem było dla mnie zaprojektowanie chusty. Wiele wody w Warcie upłynęło zanim zaczęłam osiągać zadowalające efekty. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji nauczyłam się paru rzeczy.
Kolejnym problemem było ustalenie właściwej gęstości osnowy. Brak dostępu w Polsce do PRAWDZIWEJ, posiadającej oznaczenie grubości przędzy tkackiej, utrudnia sprawę (jeśli ktoś chce mnie uszczęśliwić, może to łatwo zrobić kupując mi McMorran Yarn Balance ;-) ). Zrobiłam próbki, ale i tak nie byłam wiele mądrzejsza. Czy moja tkanina spełni wszystkie wymagania jakie stawia się chuście do noszenia dziecka? To okaże się niebawem. Zostało jakieś 1,5 metra tkania, które, nota bene, jest baaaardzo przyjemne, a potem chusta przejdzie test u pewnej sympatycznej mamy.




